01.02.2007 BR-163

Porwalem sie na wcale nie-krotka i na pewno niezbyt wygodna wycieczke brazylijska droga BR-163. Z Cuiaby do Santarem, 1800 kilosow w wiekoszosci przez czerwone bezdroza Amazonii. 66h godzin wertepiastych wrazen. Ale powiem Wam, ze jakos nie byloby mi zle, ba nawet czerpalem z tego duzo przyjemnosci. Nie padalo zbyt obficie, nie bylo tak goraco i parno jak sie tego spodziewalem, nie gryzlo nic po ciele. Raz tylko bylo przygodowo. Utknelismy w blotku i motorisci jeszcze probowali w te i we wte, ale juz czulem wtedy, ze to tylko pozory, ze tak naprawde czeka nas golostopowe maczenie sie po lydki w blocie i pchanie tego monstrum. Po paru godzinach nieudanych prob, wrocilismy jak swinki do chlewu. Sie wesolo zrobilo bo przy tym wspolnym wysilku sie ekipa zintegrowala.

Generalnie, Amazonia mysle to taki mit, o czym doskonale sobie zdawalem sprawe zanim tu przyjechalem. Mowie o takiej Amazonii dla zwyklego smiertelnika, nie o jakis wyprawach dlubankami po mokradlach puszczy. nie spotka sie tu kolesia z metrowa warga i drewienkiem, z jakimi to ludzmi sie na przyklad stingi czy inni tacy pokazuja. nie widac tych pnaczy i gaszczy. Takiej dzungli z wyobrazni uczniowskiej z lekcji geografii jeszcze nie psotkalem. ale czekam na kongijska. tam musi to byc ukryte, co w mojej wyobrazni. no bo tam jest przeciez jadro ciemnosci :)

3 noce w busie. i sie nawet dobrze spalo. i ogladalo, coz tez ciekawego za oknem. A za oknem ciagnely sie fazendy. Wszystko wytrzebione doszczetnie i pasa sie te biale krowy. Serce sie kraje jak sie widzi ogromne ciezarowki z wielkimi pniam pieknych drzew. Do tego asfalt klada od Santarem na poludnie i to juz na pewno dokonczy dziela zniszczenia w tym rejonie. Ale latwo sie marudzi z pozycji Europejczyka, bo my juz wszystkie las wytrzebilismy, ale ci tutejsi tutaj jakos z czegos i pomalu musza zyc. wiec pala kolejne polacie lasow, czekaja az wyrosnie zielona trawka <a rosnie wartko!> i wpuszcza bydlo na nia. A potem ja skonsumuje taka krowke w zajezdzie na lunchyk. I sie toczy, zmieniamy swiat!

Klasyczny widok malych wiosek po drodze to drewniane bary, wiszace hamaki, jeden czy dwa stoly bilardowe i pelny bar butelek dla rozrywki. i kon przywiazany do draga, a z drugiej strony zaparkowany motor. Obok borracharia, czyli taki warsztat wulkanizacyjny.

I tak cala droge. Az do Santarem, ktore emanuje leniwa atmosfera, rozmowami na zacumowanych przy brzegu barkach. Spokojnymi wodami Rio Tapajos i Amazonki. W to wszystko wpuszczona amerykanska wycieczka z eksluzywnego statku wyglada jakos abstrakcyjnie i nierealnie. Juz sie po miescie rozeszlo, jak i kto, po co, ze osiem tysiecy dolarow placi kazdy za rejs. Az do moich uszu doszlo, a wiec sklepikarze juz o wiele wczesniej zacierali pewnie rece.

Troche za drogo mi w tej Brazylii. I za cieplo. Po drodze z Bolwii musialem sie zatrzymac w Caceres po stempel, potem Chapada de Guimairaes, gdzie jak jakis ostatni glupek szalalem na rowerze w czterdziestopniowym upale. Pojechalem do geograficznego srodka Ameryki Poludniowej. Przynajmniej widoki mile, daleko daleko w rowniny z ogromnego klifu. Potem wodospad zwany slubnym weolonem i kilka sepow, ktore wygladaja jak indyki. No i te trzy dni w autobusie. Sorry, ale atmosfera Santarem, ten poludniowy slow-down nie pozwala mi na napisanie czegos lepszego. Bo gdzie szukac inspiracji jak wszyscy dokola caly dzien ogladaja brazylisjki towar eksportowy – telenowele!

Komentarze są wyłączone.