11.01.2007 BsAs relacja

Boskie Buenos Aires. Dlaczego my tyle miast nazywamy boskimi? Przeciez tak naprawde to boskiego w BsAs duzo nie ma. Zreszta sam nie wiem, bo przez tydzien nie mialem czasu na odwiedzenie cmentarza na Recollecie, dzielnicy Boca czy slynnego Casa Rosada skad Evita vel. Madonna przemawiala vel. przespiewywala do tlumow. Ale nie zaluje. Wiekszosc czasu spedzilem w "moim" San Telmo. Dzielnicy lumpow, artystow, tancerzy tango, backapckersow i innych zwyklych ludzi. Bylo niesamowicie. Buenos bedzie jednym z tych moich miast na swiecie. Tych miejsc gdzie spedzilem troszke wiecej czasu niz normalnie, tych miejsc do ktorych bede wracal. Jak najlepszy na swiecie Rotterdam, czy Agadez, Stambul, Sucre, Sydney. W takich miastach gdzie masz juz swoje ulubione miejsca, gdzie zaprzyjazniasz sie z lokalsami.

Wigilia sie trafila. Hostel Ostinatto, jeden z najlepszych architektoncznie hosteli w jakich mialem okazje zajmowac pietrowe lozka. ale mnostwo przestrzeni, swiatla, balkony, taras, kladki przerzucone przez kondygnacje. Prysznice cale w czarnej farbie, i duzo ich, nie trzeba warowac przed kiblami na swoja kolej. Czulem sie tam naprawde dobrze. Na wigilie poza domem zostaja sami dziwni ludzie <here i am!>. Argentynskim zwyczajem nakupilismy miecha i rozpalilsmy grilla na tarasie. salatki, litrowe Palermo i Quilmesy. Zaczelismy jesc o polnocy przy wielkich fajerwerkach takich jak u nas na nowy rok. Muzyka z laptopa, ot wigilia, zero koled, duzo rozmow. Potem w teren. Candombe. Kosmos. Bebny, mnostwo bebnow na ulicach o piatej nad ranem. Muzyka niewolnikow, eh, chcialbym Wam to opisac ale to jest nieopisywalne. Barrio San Telmo zyje wlasnym zyciem, procesja bebnow ma pierwszenstwo przed wszystkim innym. Cisza nocna, ruchem samochodowym, przed wszystkim. Przypomnialy mi sie bebny w senegalskim San Louis. Ale tamto to Afryka, a to kilkunastomilinowa metropolia!!! Koniec wigilii nastapil w poludnie, spaleni sloncem, z kubeczkiem mate, w basenie!

No i ludzie. ci dziwni :) norweg-pielegniarz, z ktorym z balkonu witalismy nowe dnie. Ah, jak spokojnie zawsze bylo. Zero odglosow, cisza San Telmo, szykujacego sie do nowego dnia. A ty masz ta wolnosc, ze nie trzeba na rano do abryki. Pozniej byl Kolumbijczyk-informatyk, zawsze usmiechniety, zawsze otoczony laskami i zawsze probujacy wydebic wszystko za darmo. Francuzik, co to restauracje chce tu otworzyc, bufon, ale dalo sie strzymac. Szwajcarka, laleczka-blondineczka, ale dobre serce miala. Brazylijscy lekarze, argentynscy filmowcy. well, dom wariatow. i jacek z agnieszka co na dzien sie zatrzymali w drodze na Zelandie Nowa, eh antypody mi sie marza! Plus Joachim, ktorego spotkalem w Patagonii. Wracalismy w krotkich koszulkach o czwartej nad ranem. Tempertura perfekcyjna i wspominalismy jak to ponad miesiac wczesniej wracalismy ulicami ushuaia i tez byla perfekcyjna temperatura – proszyl snieg.

I lokalsi. Caly staff z hostelu mily. i zwiedzanie miasta z moimi portenos, z Gustavo i z egipska boginia Mar. Zwykle niezwyzkle miejsca zesmy odwiedzali. Enzo Francescoli, Diego Maradona. Buenos Aires. Caballito, Puerto Madero, snobistyczne ale urocze i kafejki na Chile calle. Plaza Dorrego. Stare syfony, szyldy, telefony, gramofony. Byl tez napad na nasz hostel pare dni zanim tam dotarlem. jakis cpun po prostu wpakowal sie z gunem i zgarnal kase. Psy upiekszajace chodniki, rozebrani do pasa lokalski z ketami na szyi z koszulkami Boca Juniors przerzuconymi przez piersi. Jakos nigdy nie odczuwalem strachu, jechalismy przeciez na jednym wozku. Zeby pokochac Buenos trzeba dac mu czas, inaczej tylko przemkniemy przez najszersza ponoc na swiecie ulice, aleje 9 lipca. Czy to wlasnie dziewiatego lipca Argentyna zostala mistrzem swiata?

Dodaj odpowiedź