z podrozowania najbardziej nie lubie organizowania zarcia jak sie jedzie gdzies z dala od cywilizacji. ruszam do Torres del Paine i musialem sie zaopatrzyc w zarelko. wszyscy porzdni turysci maja albo wypozyczaj tu na miejscu kuchenki turystyczne i inny sprzet obiadowo-spaniowy. a ja kupilem miecho w puszkach, troche owocow, chleba i herbatnikow. juz od dawna (no poza wyjatkiem antarktydy) nie jem tylko zapycham zoladek. wczoraj jaki mi podali jakies kurde skorupiaki czy malze to popatrzylem na nich jak na ufo. nie mam mapy, nie mam biletu za milion euro. mam noz i moje puszki z miesem. no i namiot. powinno wystarczyc. jedna bluze i buciory. spiwor na Afryke, uh, moze byc zimnawo w nocy. barbarzynsko.