20.11.2006 The Ice

Wrocilem z Lodu :) I sie czuje jakos inaczej. Dobrze mi tam bylo i nawet jak na morzu pobujalo to nie bylo zle. Wlasnie spotkalem Ninga, Chinczyka z ktorym widzialem sie w Rio de Janeiro, pozniej w Sucre a potem jeszcze w Resistenci. I powiedzialem mu o Antarktydzie, a on na to ze tak mu gadalem ze wlasnie wrocil tez z rejsu. I Agnieszka z Jackiem z ktorymi mailuje tez wybyli na ten daleki lad.

Ponizej skrot z rzeczy ktore staralem sie na biezaco pisac w czasie rejsu. Bylo nieziemsko. I zadne zdjecia czy opisy nie oddadza tego miejsca. Piekno, pustka, cisza, lod. Postaram sie cos opowiedziec, ale bedzie trudno. Mielismy z Colinem szczescie ze trafilismy na maly statek. Wszystko od przyjazdu do Ushuaia potoczylo sie po mysli. Nie bede juz klal na rozdrozach lapiac stopa, bo wiem ze moj limit sprzyjajacego losu juz chyba wykorzystalem.

Zebysmy tylko pewnego dnia tej Antarktydy nie zadeptali! Z privietam! Kamil

Day 1

No to trzeba pisac. chlonac i pisac. Uhhhh bedzie sie dzialo. Na poczatek moze o firmie Quark Expedition, ktora organizuje to cale plywanie. Nie dostalismy "parek" czyli bardzo dobrych kurtek. Trevor, gosciu z obslugi statku jednak cos dla nas wysuplal, bo jakby to wygladalo, ze dwoch gosci jest inna niz reszta ekipy. Ha, zreszta wnosimy troche zycia na statek. Bez nas i bez czworki mlodszych Szwedow bar pokrylby sie kurzem. My z Colinem mamy nasz "bar" na dole. Po prostu od czasu do czasu ktos z nas fatyguje sie na dol by napelnic nasze plastikowe szklaneczki winem blanco albo tinto za 1,85 zlotego za litra. Oj milo sie dzialo w barze i skonczylismy kolo drugiej. Wszyscy poszli spac, a ja poszedlem na mostek kapitanski. Niesmialo zagadalem Vladimira, drugiego oficera. Okazal sie gosciu rozmowny a ja uczylem sie jak przestawic moj mozg z hiszpanskiego na rosyjski. Statek w zasadzie plynie sam. Pelna automatyka. Na radzarze nie ma niczego w promieniu 60 mil. I tylko Vladimir kreci sie w te i we wte. No to pogadalismy o morzu, o jego Wladywostoku, o tym jak spedza dziewiec miesiecy poza domem. Ja podjarany ze plyne na Antarktyde, a tu gadamy a on ze my tylko na polwysep. szescdziesiat trzy, moze cztery stopnie. I pokazal mi na komputerowej mapie gdzie plywali na Szokalskim. Z Nowej Zelandii az na Morze Rossa. Siedemdziesiat osiem z hakiem. Kurde podobalo mi sie. Jeszcze pare wpisow do mojego nowego zeszyciku, ktory bedzie sluzyl jako dziennik antarktycznej podrozy i o wpol do piatej zakonczylem moj fascynujacy dzien. A rancem o siodmej trzydziesci zabrzmial tour leader zapraszajac na sniadanie :)

Day 2

Plyniemy przez ciesnine Drake’a, ktora jest wyjatkowo spokojna tym czasem. Nic tylko morze dookola, ale nie ma czasu na odrobine nudy. Rozmowy z innymi pasazerami, ze staffem, z laska ktora jedzie pracowac na brytyjska stacje badawcza, wyklady o ptakach, ktore widzimy o historii Antarktydy, opowiesci Andrieja, ktory dowodzi cala wycieczka. 25 lat spedzil na morzu, w tym jako kapitan na lodolamaczu. Wyglada jak prawdziwy Rosjanin i ma prawdziwie serdeczne rosyjskie serce. A przed chwila obajrzelismy film "Antarctica. Life in the Freezer" z Davidem Attenbourough jako prezenterem. Po prostu niesamowity. Niesamowita Antarktyka i niesamowity profesjonalizm BBC. Zdjecia zewszad i w kazdych najgorszych warunkach. Historii moznaby na dziesiatki stron opisywac. Bedzie jedna o pingwinach cesarskich. Jak tylko samica zlozy jajo na poczatku antarktycznej zimy, oddaje je panu pingwnowi na okolo 60 najgorszych dni zimy. Ponad polowa tego czasu to absolutne ciemnosci i temperatura w okolicach minus 70 stopni celsjusza. Pani pingwina zmyka do morza i je ile wlezie. Panowie zostaja na noc i zbieraja sie do kupy na pogaduchy i pokera. Z jednym jajkiem miedzy nogami ;) Roznica miedzy temperatura w jakim jest przechowywane a tempertura powietrza to jakis osiemdziesiat stopni. Stoja wiec panowie w kupie zeby bylo cieplej i razniej. I co jakis czas zmykaja od strony wiatru i ida do srodka. Wtedy nastepni przyjmuja na plery cale uderzenie porywistych wiatrow. Po prostu niesamowite. Po 60 dniach panie wracaja maszerujac i slizgajac sie przez nawet 150 km! Z pelnymi zarcia brzuchami. I wtedy panowie co nie jedli przez tyle czasu ida te kilka dni zeby dotrzec do morza i pojesc pare rybek. Tak pysznych jak ja jem tu na statku. Dwa razy dziennie. Zawsze inna. Dzisiaj byl losos w bialym winie. Zle mi tu?

Day 3

Dzisiaj byl piewrszy dzien ladowan. Kazdy by podekscytowany. Wdrapalismy sie na wulkan, ktory w srodku mial maly wulkan. Wyspa Pingwinow. Trzy rozne rodzaje. Pingwin to pingwin kiedys myslalem, ale teraz to bendem boss od tego ptactwa. Niestety raczej nie zobaczymy slynnych krolewskich i cesarskich. Sa albo bardziej na polnocy albo na poludniu.

No i nie uwierzycie, ale widzialem dzis Krakow. Krakow. Dawna stolica Polakow. Tak jest nazwany calkiem spory polwysep na Wyspie Krola Jerzego w archipelagu Poludniowych Szetlandow. Piekne ma klify. Wielkie, czarne od skal, biale od sniegu. Po prostu wielki majestat. Probowalem wypatrzec nasza stacje antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Przeplywalismy jedyni siedem mil od niej. Ale sie nie udalo. Z mostka kapitanskiego filowalem przez binokle, ale echo. Nic nie wypatrzylem. Tylko kapitan stwierdzil, a co ani paliaki tam dielajet. Pewnie gorialkie pijom?!!! fajni sa ci marynarze i nawijam w polsko-ruskim z nimi. Czasem nawet pomoge jakis brezent odwinac. Sympatyczne chopaki z Wladywostoku.

Aha. Nie wspomnialem jaki my tu mamy wypasik. Jedzonko takie ze mozdzek w poprzek staje. Jade codziennie na rybkach. Obiad kolacja, lososie, sole, halibuty i jakies inne dziwne stwory. Desery, winko. hmmmmmm. Po prostu wakacje. Musze sie nawitainizowac. Tylko wieczorem mam problem bo nie wiem czy socjalizowac sie w naszym barze, czy starac sie wykorzystac te dziesiec dni na zrozumienie tego kontynentu. On jest naprawde niezwykly.

Day 4

Dzisiaj ladowanie zodiakami posrod malych gor lodowych na wybrzezu Devil Island. Tym razem pingwiny Adelie. Ale hitem dla mnie byla "foka leopard" kurde nie wiem jak po polsku to sie nazywa. Wczoraj na plazy Wyspy Pingwinow widzielismy trzy inne gatunki fok: slonie morskie, foki Weddella i "fur seals". Jednak ssaki to ssaki, choc pingwiny sa smiesznawe w tym swoim dziwacznym wdzieku jak laza po ladzie. No a w mesie pojawila sie prawdziwa antarktyczna mucha!

Niesamowite jest to, ze zwierzeta w ogole na nas nie reaguja. Nie widza w nas zagrozenia. A czasem nawet przynosza nam kamienie, co by te dziwne zolte wysokie pingwiny pobudowaly sobie gniazda. Bo wszyscy mamy fajniste, cieplutkie zolte kurtki. I buciory. W zasadzie gumiaki, ale po angielsku maja bardziej entelignecka nazwe welingtonow. Moj aparat niestety ledwo dyszy, a dwie baterie wystarczaja jedynie na dwugodzinne ladowanie. Zabija je niska tempertura.

Day 5

Jakby to powiedziec. Kazdego dnia jeszcze lepiej, inaczej, cos nowego, cos dobrego dla kazdego. Half Moon Island z rana, a potem ladowania w wulkanie na Deception Island w Whalers Bay i tam gdzie radosc z zycia musi byc na bank. Zapakowalismy sie na zodiaka w ostro padajcym sniegu, zapieci, zaczapkowani i zarekwczkowani po czubki palcow. wyladowalismy na wulkanicznym czarnym brzegu z ktorego buchaly opary goracych zrodel. Wykopalismy sobie recami maly basenik, potem juz jak najszybciej wszystko z siebie sciagnac, rozped z brzegu i pedem do Oceanu Poludniowego. Temperatura caly jeden bidny bo bidny, ale jednak na plus Celsjusz. A jakies 20 metrow od nas moje ulubione antarktyczne zwierze – foka Weddella – przyglada nam sie potrzasajac swoimi wasami i dumajac pewnie, co tez te zolte pingiwny robia w tej wodzie. Z widokiem na swiezo osniezone skaly. Z powrotem na statku prosto do sauny<mamy a jak!> i kolacja. Wszystko jest wysmienite. Zawsze i kazdego dnia. Wiec przetlumacze co mielismy dzisiaj na kolacje.

Appetiser

wedzony halibut z keta kawiorem

salatki i dressing – bufet

Zupa

Ziemniaczana i "leek" with croutons <nie wiem co to ale smakowalo>

Danie glowne

Faszerowane kalmary na sosie z homara podane ze szpiankiem, braised fennel i ziemniakami boullion

lub

Beef strogonoff podany z polskim kalafiorem i domowy spaetzlami

lub

Pieczone spaetzle serowe z warzywami

Deser

Kaiserschmarrn – tradycyjny austriacki krojony nalesnik z musem jablokowym

Do tego kieliszek wina i swieze owoce

Podroz i krajobrazy warte kazdego grosza!

Day 6

Zawsze wszedzie jest pieknie. Ale tu na Antarktydzie jest absolutnie pieknie. Kazdego dnia cos nowego i jeszcze lepsze krajobrazy. Zeby to zrozumiec trzeba wdrapac sie razem z pingiwnami obok ich snieznych autostradach na odlegle szczyty. Sluchac sie w cisze. Sluchac kruszonego sniegu. krzyku skua. Z widokiem na zatoke pelna gor lodowych. Potem polozyc sie na brzuchu i jak pingiwny slizgac sie w dol zbocza. Poczekac az ciekawski gentoo pingwin przyjdzie obejrzec cie ze wszystkich stron. Metr od ciebie. Polozyc mu okulary sloneczne na sniegu i patrzec jak przyglada sie w nich wlasnemu odbiciu. a potem wsiasc na zodiaka i wsrod blekitnosoczystych kolorow gor lodowych patrzec na swieze rany walecznych fok. na wyskaujace z wody pingwiny. Warte kazdego wysilku spedzonego w fabryce opinii czy kazdej ulozonej zimnej plyty na greckich weselach. Cuverville Island!!! Ide wsunac sznycla wiedenskiego. Kucharzy mamy z Austrii, uh i

wiedza jak gotowac.

Day 7

65.10.767 South, to najdalszy punkt naszego rejsu <potem okazalo sie ze to bylo jednak 65.17>. Petermann Island. Ksztalty ostrych szczytow i mas sniegow sa takie, ze ciezko powiedziec gdzie lepiej, gdzie piekniej. Po prostu wszedzie fajnie. Odpuscilem dzisiaj wizyte u pingwinow i sobie siadlem w innej czesci, w antarktycznej ciszy i popatrzylem na poludnie. Moze kiedys biegun ;) A rano mielismy goraca czekolade i dzwiek kruszonego lodu kiedy sunelismy przez kanal Lemaire. Oj ciezko bylo wstac bo wczoraj w wiekszym gronie staralismy sie zbadac kiedy zapadnie noc. Ale do trzeciej nad ranem nie zapadla i trzeba sie bylo zapakowac na te trzy-cztery godziny snu. I pogoda perfekcyjna. Sloneczko wali tak, ze mi czache podpalilo, a jak sie kapalismy w oceanie pare dni temu to szalala burza sniezna. I o to chodzi!!!

A teraz absolutny highlight. Plany sie zmieniaja. Na Pietermann Island spotkalismy trojke Amerykanow, ktorzy pracuja z pingwinami. I wspolpracuja z pobliska stacja ukrainska. No wiec poplynelismy na Verdnaskij. wow, kolesie nie widzieli statku od marca. Kurka wodna mozecie uwierzyc jacy byli goscinni. Trzynastu chopa na stacji cala zime. Pagawarilem pa ruski i czulem sie w jakims tam sensie szczesciarzem ze wychowalem sie w starym systemie i ze uczyli mnie ruskiego i ze teraz moge decydowac co chce z soba robic. Metr mieszkania czy Antarktyda? Wybor nalezy do Ciebie! Jesli spotkasz na stacji takich ludzi jak Jewgienij, Artem czy Wiktor. Posrod lodowych gor, leniwie wygrzewajacych sie fok na malych gorach lodowych, posrod boiska do futbolu na sniegu i tego calego wszystkiego i gdy pijesz z bracmi Slowianami gorzalke wyprodukowana domowym sposobem z bryl lodu, ktore maja 65 milionow lat, to czego mozna chciec od zycia? Kosmos jest tu!

Day 8

Kazdy kolejny dzien jest piekniejszy. Ciesnina Neumayera na przyklad ktora teraz plyniemy. Po prostu piekno abslotune. Ludzie, lod, zwierzeta. dzisiaj mielismy na pokladzie kapitana brytyjskiego okretu "Endurance" Nicka Lamberta. Jak slucha sie takich ludzi to myslisz, ze niektorzy sa po prostu "kompletni". A jak jeszcze zobaczysz pieciominutowke zdjec Andyego Rossa to ufff, ufff chce sie tu zostawac, odkrywac. Just outstanding beauty. Jak patrzysz jak pingwiny podkradaja sobie kamienie z gniazd, jak plywaja gory lodowe, jak ohydnie wygladaja pyski fok leopardow, jak spedzasz noce w naszym barze z pieknym staffem, kucharzami, z moim wspollokatorem Colinem, ktory jest naprawde cool Irlandczykiem i jestem rad ze razem naciskamy ekipe, robimy szalone rzeczy. Przez nas statek bardziej zyje, a starsi ludzie zjezdzaja w dol na swoich tylkach. I konczysz te wieczorne gadki i w drodze do kajuty o 2 w nocy patrzysz na te rozowo-czerwone kolory nieba ktore nie ma czasu zasnac, a Adrian ze Szwecji gra na plastikowej rurze hydrualicznej niczym na didgeridoo. Nie sposob nie myslec, nie zmieniac swojego postrzegania swiata. Dobrze jest!

Day 9, 10 i 11

Robimy tak zwany odwrot. Drake tym razem nie "lake" ale "shake". Trzesie rowno i w kuchni, talerze lataja rowno, ale kucharze i kelnerki wciaz serwuja zarelko. No moze jest na nie mniej chetnych, ale co tam.

Dobrze, ze Antarktyda jest tak odlegla, bo te dwa i pol dnia od ostatniego ladowania do portu w Ushuaia pozwala na wyluzowanie, na przemyslenie tego co sie zobaczylo. Na zrzucenie zdjec, z ktorych oczywiscie jestem niezadowolony. Bo aparat jak otwieralem to cala lodeczka sie ze mnie chichrala. I wiele zdjec jest nieostrych. Ale mysle ze trzeba byc masterem jak na przyklad Andy Ross, by naprawde oddac Antartkyke. sprobojcie go wygooglowac. Mimo tego, ze pstrykalem i pstrykalem to jak teraz na to popatrzylem to wydaje mi sie ze malo tych zdjec wyszlo.

To byl jeden z pierwszych rejsow w tym sezonie. Plusy sa takie, ze mielismy obsadzone jedynie polowe miejsc. Okolo 25 pasazerow co pozwolilo stworzyc rodzinna atmosfere, a czasem na "mokrym" ladowaniu bylo mniej niz 10 osob co sprawialo, ze mialo sie plaze tylko i wylacznie dla siebie. Mielismy super lidera, Andrieja, ktory na codzien pracuje za biurkiem, a wczesniej byl kapitanem na siostrzanym do Shokalskijego statku. On naprawde sie cieszyl z tej pracy. Sprawialo mu radosc wypychanie zodiaka ze skal bedac zanurzonym po piersi w wodzie. Poczatek sezonu znaczy ze nie ma tloku na waskich ciesninach i znaczy wiecej lodu, ktory przecinalismy az huczalo. Poczatek sezonu sprawil ze bylismy pierwszymi ludzmi spoza Antarktydy, ktorzy zajrzeli na argentynska stacje Esperanza i na ukrainska Verrnadsky. Radosc tych ludzi z kontaktu z cywilizacja byla autentyczna. Pogoda nam sie udala, z czego jestem happy.

No wiec moje highlighty:

· Cuverville Island – pustka, cisza, masy sniegu i nieziemska zatoka

· wizyta w ukrainskiej stacji badawczej Vernadsky

· rejs w pelnym sloncu przez Kanal Neumayera

· kolory antarktycznego nieba o trzeciej nad ranem

· ciekawski pingwin Gentoo, ktory badal moje sloneczne okulary metr ode mnie

· kapiel w lodowatym oceanie i goracych zrodlach na Deception Island

· dlugi slizg na brzuchu, jak wielki zolty pinwgwin, z ostrego szczytu nad Rajska Zatoka

· wyklad kapitana Nicka Lamberta z lodolamacza "Endurance" i pokaz zdjec "z Lodu" zrobionych przez Andy’ego Rossa

· zarcie – nigdy w zyciu nie jadlem tak dobrze przez 10 dni

· foki Weddella – moje ulubione zwierzaki

· no i ludzie z ktorymi sie zaprzyjaznilem!

Komentarze są wyłączone.