tak. jako ze staram sie byc technologiczny to zawsze mi wyskakuja jakies problemy. walczylem ze dwa dni z moim przenosnym twardym dyskiem, ktory choc mial duzo wolnego miejsca nie chcial przyjmowac zdjec. wreszcie po ilus tam instalkach roznego rodzaju softwaru, rozwalilem przed chwila ten problem. a lekko nie bylo. wiec jest sukces. kolejny to ze kupilem tanie spodnie. stare mi sie podarly jak sobie zrobilem wycieczke nad Rio Paraguay. mial byc spacerek a byla jakas dzungla.
no i z tym stateczkiem na Antarktyde nowym to nawet lepiej mysle. tylko 46 pasazerow i male wiec lepszy dostep do mniejszych zatok i bujac bedzie bardziej. co nie kapitanowie Saper i Zupa? I mam czas na download ebookow o Antarktydzie i poczytac troche, przygotowac sie. A historie z poczatkow XX wieku sa niesamowite. Wyprawa Shackeltona, ktora utknela na kilkanascie miesiecy czy wyprawa Scotta, gdzie cala piatka pomarla. A jeden Oates, ktory nie chcial opozniac marszu poszedl sie przewietrzyc i juz nie wrocil. Mieli charaktery. I Amundsen, ktory szykowal sie na Arktyke, a poplynal na poludnie i wyprzedil Brytoli w marszu na biegun. I calych Centkiewiczow, ktorych sie naczytalem bajtlem bedac.
plyne 10 listopada i juz im nie odpuszcze