Uff, parno tu. W telewizorni w rogu pokazuja oprocz czasu rowniez temperature. O 15:15 jest 33 celsjusze. Corrientes, wczoraj mialem cyrki bo karta bankomatowa jakos nie chciala mi wyprodukowac pieniedzy i doslownie za ostatniego peso dojechalem do dworca autobusowego <bo w centrum nie potrafilem znalezc taniego hotelu>. Tu wyciagnalem 10 dolcow i obszedlem wszystkie firmy busowe, taksiarzy, sklepiki, hotele i tak dalej i kazdy patrzyl na mnie jak na ufo i nikt nie chcial wymienic kasiory. Najgorszy byl w ogole brak ich inicjatywy. Jedynie jeden taksiarz przytomnie chcial mi wymienic po mniej wiecej 2/3 wartosci. Byl fagasem, ale przynajmniej chcial zmienic
ale w koncu wyprosilem u kompturowcow wymiane.
Barka. Byla barka na Rio Paraguay. I bylo przepieknie. Szczegolnie o zmierzchu, gdy wszyscy sie ozywili i bylo milo. Mnostwo rozmow, terra paraguayana <taka herbata z zielska spozywana tu o kazdej porze w mega ilosciach z jednego kubka przypominajacego ksztalt bawolego rogu, wino <ah wino> i na koniec zabojcza canita, czyli wodzia z trzciny cukrowej. I bujalem sie na hamaku i dobrze sie spalo, a na dolnym pokladzie puszczali Rambo I z hiszpanskimi subtitelsami wiec pocwiczylem hiszpanski. Jeden dzien, ale bylo pieknie, bylo warto, byla to prawdziwa ameryka. poludniowa. Potem Asuncion. Bez przygod za to poszedlem do koreanskiej restauracji i musze powiedziec ze kim-chi rulez! Zaraz po wloskiej kuchni, koreanska jest na mojej liscie druga. W ogole przyjazny narod oni som. Pogadalem ze wszystkimi
I teraz Argentyna. Jakby z innej bajki. Europejska. Fajnie sie liczy ceny bo jeden peso to jeden zloty. Moze sie jeszcze wstrzymam z opiniami na temat Argentyny bo poczatek mialem organizacyjny, ale o dziwo w ogole mnie to nie ruszylo. Poklalem troche pod nosem jak robilem rundki w poszukiwaniu hoteli i bankomatu ktory chcialby mi wyplacic moje australijskie dolary.
dzieki Iza z BsAs www.iza1.blog.pl za pozytywny chat na skypie i dzieki stopa z expedition www.dookolaswiata.org za pozytywny poludniowoamerykanski feedback. Dzieki takim ludziom jak Wy wiem ze jest wporzo. he he. Trzeba zyc!
Jade na tak zwany dol. dwa tysiace kilometrow