Culo del Mundo, czyli zadupie swiata. Wlasnie tu wyladowalem. Welcome to Paraguay, ktory jest … inny jak to okreslila moja kumpela, ktora pracowala tu w hiszpanskiej ambasadzie. Ale zanim o Paragwaju to jeszcze kilka slow o Boliwii.
Boliwia to zdecydowanie "moj" kraj. Mozna sie wyspac wszedzie, zjesc i napic wszedzie i o kazdej porze. W dodatku za grosze i wsrod przjaznych lecz nie nachalnych ludzi. Jesli do tego dodamy roznorodnosc krajobrazow – od amazonskiej dzungli po osniezne andyjskie szczyty. Piekne gory i neokolonialne miasteczka. Czesto pada pytanie: Ktory kraj na swiecie podobal ci sie najbardziej. I strasznie trudno na takie pytanie odpowiedziec. Mozna powiedziec ktory klub kochasz najardziej albo ktora kobieta jest najlepsza na swiecie, ale kraje sa po prostu rozne. Moze wiec niezwykla Erytrea, moze duchowo-rozesmiana Ghana, moze nieprzewidywalna Rosja, no i moze wlasnie te pustkowia i miasta Bolwii.
Jako, ze ostatnio sie cos rozpoetyzowalem textami piosenek, to bedzie troche scenek z zycia podroznika. Z Potosi do Tarijy jechalem z kolesiem obok, ktory nie dosc ze nabzdryngolony to chyba cale zycie jechal na jednych zokach. Smrod byl tak oktruny, przenikliwy, rzeklbym pikantny, ze ciezko bylo wytrzymac. Czasem sie czlowiek przyzwyczaja do smrodu, ale w tym przypadku nie bylo sily. Na szczescie wysiadl po drodze, ale jak poszedlem na siku to mi sie babulinka indianka wpierdzielila na moje miejsce. Dobra, po krotkiej dyskusji postanowilem jej nie wyrzucac i siadlem obok. Licha byla, ale miala na sobie tyle kocow i pancz, ze obrosla wokol tak, ze zostalo mi pol miejsca. Jakos dojechalem, zreszta nawet wyspany, juz chyba niewiele rzeczy jest mnie w stanie w podrozy zaskoczyc. No moze cos w stylu mauretanskiego pociagu iron-manow to tak
Ciezko mi bylo zmanagowac wyjazd z Tarijy. Wskoczylem w nocny bus do Villamontes z nadzieja ze zdaze na kolejny do Paragwaju. Oczywiscie nie zdazylem i zostalem cale 24 godziny u kolesia na podworku. Tam gdzie sprzedaja bilety. Zero biezacej wody, wszystkie kible zasr… Dostalem kawalek materaca i pospalem. Autobus przyjechal dopiero kolo piatej nad ranem. Jesli poprzedniego dnia by tak przyjechal to bym zdazyl na transfer. A tak spedzilem upalny dzien w Villamontes. Wart z dwoch powodow. Pysznej ryby na sniadanie ze szklanica-musztardowa domowego, bialego wina. A druga rzecz taka mistyczna, ktora utwierdza w przekonaniu, ze warto sie czasem meczyc. Obudzilem sie na tym podworku gdzies kolo 2 w nocy. Przy niewielkim ogniu siedziala trojka ludzi i przyciszonym glosami, jakby planowali atak na Boliwie, rozmawiali o czyms w nieznanym mi dotad, niezwykle dzwiecznym jezyku. To Paragwajczycy rozmawiali w guarani.
Przejechalem przez pelne kurzu Gran Chaco, Paragwajcy urzadzili nam taka kontrole narkotykowa, ze poodkrywali w moim plecaku takie rzeczy, o ktorych juz zapomnialem. A ciekawych rzeczy troche mam. Pendriva znali, ale Pocket PC i klawiaturka to juz bylo well, well. Jeszcze drugi paszport im sie trafil, wiec juz podejrzliwosc. Ale w sumie bylo spoko. Wysiadlem w Pozo Colorado, ale zadnego hotelu tam nie bylo, tylko chlopaki przeprowadziali rozgrzewke przed szpilem. Pelna profeska, do reklamy Umbro moznaby wciagnac. Pilka na zadupiu swiata.
No i teraz siedze i patrze na rzeke w Concepcion. Ta sama nad ktora przesiadywalem w brazylijskiej Corumbie. Plynie zielsko w dol do Assuncion, do Parany by skonczyc gdzies w Atlantyku w okolicach Buenos Aires. Od czasu do czasu przejade sie gdzies koniem z wozkiem albo wyskocze popatrzec na tradycyjne tance. Bardzo mi sie wczoraj podobaly. Kobitki wygladaja bardzo kobieco, a faceci mesko. Jakos pasi mi ten taniec. Jest alegro, feliz i romantico

Jutro plyne barka w dol rzeki. chcialem na polnoc, ale musialbym sporo czekac, a tu naprawde niewiele jest do robienia. Aha, w okolicach portu mam ksywe "Lato". Skad oni jeszcze tego kolesia pamietaja? Ja im mowie "Chilavert" bo to jedyny pilkarz jakiego znam z ich kraju.
No i podjalem decyzje, ze wale jak najszybciej do Ushuaia na poludniu poludniu poludniu poludniowej Ameryki. I bede polowal na rejs na Antarktyde. Jedyny problem to cena. Ale jestem dobrej mysli. Wszelkie uwagi jak mam dotrzec na moj ostatni kontynent bardzo mile widziane. Moze ktos ma miejsce w kajaku, huh?