Jest dobrze! Jest naprawde dobrze. Pomieszkuje w Sucre i z kazdym dniem to miasto staje sie coraz bardziej swoje. Moje. Masala przygrywa w moim pokoju, a za rogiem prawdziwy poludniowoamerykanski targ.
Od 14:30 do 18:30 mam indywidualne lekcje hiszpanskiego za jedyne 4 dolce za godzine. a po szkole zaczyna sie zycie. Restauracji na europejskim poziomie jest sporo, a ceny boliwjskie. Mozna zyc. Jest zawsze mnostwo gringos i zazwyczaj konczymy grubo po polnocy w naszym ulubionym miejscu – "Salfari". Klimatyczny lokal – naprawde polecam kazdemu kto zajrzy tu na wyzyny. A do poludnia to roznie. Trzeba zadanie domowe odrobic i zjesc sniadanko to tu, to tam. najlepiej na ricoletto z widokiem na cale sucre, z lezakami na slonku, swiezo wyciskanymi sokami, kawa i nalesnikami. z klimatyczna muzyka i latajacymi wkolo kolibrami.
Ale, najnowsze moje doswiadczenia pochodza z wczorajszej czterogodzinnej pracy w sierocincu. Kurde dwadziscioro bobasow w sumie, od zera do mniej wiecej dwoch i pol roku. Sie czegos mozna nauczyc
lata to i pelza dookola i kazdy chce zwrocic na siebie uwage, rzuca butami, rzuca kocami, placze, krzyczy i drze sie. I trzeba to to mniejsze nakarmic. A pije to to wolne jakies 20 minut na flaszke im schodzi. Najfajniej bylo w parku, bo sie towarzycho zamknelo na hustawce i byl spokoj. Trzeba bylo jeno hustnac od czasu do czasu. Cztery godziny i mozna isc na emeryture. Dzisiaj sobie zrobilem przerwe na sniadanko, ale jutro jeszcze raz ide powalczyc z bachorami. Zawsze sie czlowiek czegos nauczy. Ale poki co dzis wieczorem szpil w siate i znow jakies boliwijskie atrakcje.
Dobrze jest!