Archiwum z Październik 2006

29.10.2006 wieloryby

niedziela, 29 Październik 2006

Patagonia. Ta nazwa dziala na wyobraznie, co? Po dwoch nocach spedzonych w autobusie <mialem dwa siedzenia wiec wyprobowalem wszelkie kombinacje ulozenia ciala do snu> dotarlem do Puerto Madryn. Dziwne, takie miasto nad oceanem, a dookola ciagnie sie pustka i pustka. Ale calkiem sympatyczne miasteczko. Polubilem. Dopiero poczatek sezonu i mozna poczuc sie troche jak na odleglym zadupiu, gdzie wszyscy wieczorem schodza sie do jednego pubu. Ale z Puerto Madryn bije jakis taki spokoj, dobrobyt rzeklbym nawet. I po raz kolejny sobie pomyslalem, tak jak gdy mijalismy "Glowackim" male domki na szwedzkich brzegach, czy jak spacerowalem po plazach Rio, pomyslalem ze byc moze nadszedl czas zamieszkac nad morzem. Morze w sobie cos ma. A juz na pewno przyjemnie jest biegac po plazy. Madryn jest juz turystyczne i hostele dziela i rzadza i ceny juz tez poludniowe. A tak w ogole to nigdy jeszcze tak daleko na poludnie nie bylem. Afryka "konczy sie" gdzies na trzydziestu kilku szerokosci poludniowej, a tu juz mam czterdziesci dwa i jeszcze RN3 przede mna i poludnie przede mna :P

A wszystko to pisze z malego hoteliku w malej osadzie Puerto Piramidas na Polwyspie Valdes. Turystow sporo, ale tu jest jakos inaczej. Pan sobie cos rzebi, pani sztrykuje na drutach, kot pije wode stojac na krawedzi akwarium z rybkami. Telewizor przygrywa. Pelno pustych butelek. Dzis byl mini adventure race tutaj <50 pedalowania, 11 biegania i 5 kajakowania>, ah byloby milo sobie tu tak pobiegac i pojezdzic z nimi. Ale… to co tu sprowadza caly swiat to wieloryby. W oslonietej od oceanu zatoce jest ich cale mnostwo. Ryknalem z zachwytu jak widzialem tego stwora co zywi sie planktonem i krylem a jest przy tuszy jakies kilkadziesiat ton. Stalem na skale i mialem do pani wielorybowej i niniosa jakies 80 metrow. Mozna podplynac lodzia, ale smierdzi stonkarstwem i tanie nie jest. A tak satysfakcja o wiele wieksza. I lwy morskie nawet wskoczyly z nimi poplywac, a inne leniwie sie grzaly i przytulaly. Piekne surowe krajobrazy. I zrobilem to budzetowo. Bo ciecie maja tu kilka taryf. Dla mieszkancow prowincji, kraju i extrajeneros. No to ja juz bylem przygotowany na haje z pytaniami czy jako Polak zuzywam wiecej tlenu czy jak. Kobita trzy razy pytala mnie po angielsku i hiszpansku skad jestem, a ja z glupim usmiechem odpowiadalem Argentina. I wiecie ze przeszlo!! A wczoraj w muzeum bylem bliski przekonania kobity, ze nie tylko jestem Argentyczykiem, ale jeszczem ponizej dwudziestu lat. A w tv mowia, ze Maradona ma swoj pierwszy pomnik. Aha i jeszcze widzialem dzis orki. Tez wieloryby tyle, ze nie gardza mieskiem. Pieknie skakaly az sie chcialo z nimi wskoczyc do wody! Pure nature! Patagonia!

(więcej…)

29.10.2006 wieloryby

niedziela, 29 Październik 2006

Patagonia. Ta nazwa dziala na wyobraznie, co? Po dwoch nocach spedzonych w autobusie <mialem dwa siedzenia wiec wyprobowalem wszelkie kombinacje ulozenia ciala do snu> dotarlem do Puerto Madryn. Dziwne, takie miasto nad oceanem, a dookola ciagnie sie pustka i pustka. Ale calkiem sympatyczne miasteczko. Polubilem. Dopiero poczatek sezonu i mozna poczuc sie troche jak na odleglym zadupiu, gdzie wszyscy wieczorem schodza sie do jednego pubu. Ale z Puerto Madryn bije jakis taki spokoj, dobrobyt rzeklbym nawet. I po raz kolejny sobie pomyslalem, tak jak gdy mijalismy "Glowackim" male domki na szwedzkich brzegach, czy jak spacerowalem po plazach Rio, pomyslalem ze byc moze nadszedl czas zamieszkac nad morzem. Morze w sobie cos ma. A juz na pewno przyjemnie jest biegac po plazy. Madryn jest juz turystyczne i hostele dziela i rzadza i ceny juz tez poludniowe. A tak w ogole to nigdy jeszcze tak daleko na poludnie nie bylem. Afryka "konczy sie" gdzies na trzydziestu kilku szerokosci poludniowej, a tu juz mam czterdziesci dwa i jeszcze RN3 przede mna i poludnie przede mna :P

A wszystko to pisze z malego hoteliku w malej osadzie Puerto Piramidas na Polwyspie Valdes. Turystow sporo, ale tu jest jakos inaczej. Pan sobie cos rzebi, pani sztrykuje na drutach, kot pije wode stojac na krawedzi akwarium z rybkami. Telewizor przygrywa. Pelno pustych butelek. Dzis byl mini adventure race tutaj <50 pedalowania, 11 biegania i 5 kajakowania>, ah byloby milo sobie tu tak pobiegac i pojezdzic z nimi. Ale… to co tu sprowadza caly swiat to wieloryby. W oslonietej od oceanu zatoce jest ich cale mnostwo. Ryknalem z zachwytu jak widzialem tego stwora co zywi sie planktonem i krylem a jest przy tuszy jakies kilkadziesiat ton. Stalem na skale i mialem do pani wielorybowej i niniosa jakies 80 metrow. Mozna podplynac lodzia, ale smierdzi stonkarstwem i tanie nie jest. A tak satysfakcja o wiele wieksza. I lwy morskie nawet wskoczyly z nimi poplywac, a inne leniwie sie grzaly i przytulaly. Piekne surowe krajobrazy. I zrobilem to budzetowo. Bo ciecie maja tu kilka taryf. Dla mieszkancow prowincji, kraju i extrajeneros. No to ja juz bylem przygotowany na haje z pytaniami czy jako Polak zuzywam wiecej tlenu czy jak. Kobita trzy razy pytala mnie po angielsku i hiszpansku skad jestem, a ja z glupim usmiechem odpowiadalem Argentina. I wiecie ze przeszlo!! A wczoraj w muzeum bylem bliski przekonania kobity, ze nie tylko jestem Argentyczykiem, ale jeszczem ponizej dwudziestu lat. A w tv mowia, ze Maradona ma swoj pierwszy pomnik. Aha i jeszcze widzialem dzis orki. Tez wieloryby tyle, ze nie gardza mieskiem. Pieknie skakaly az sie chcialo z nimi wskoczyc do wody! Pure nature! Patagonia!

(więcej…)

25.10.2006 Corrientes

czwartek, 26 Październik 2006

Uff, parno tu. W telewizorni w rogu pokazuja oprocz czasu rowniez temperature. O 15:15 jest 33 celsjusze. Corrientes, wczoraj mialem cyrki bo karta bankomatowa jakos nie chciala mi wyprodukowac pieniedzy i doslownie za ostatniego peso dojechalem do dworca autobusowego <bo w centrum nie potrafilem znalezc taniego hotelu>. Tu wyciagnalem 10 dolcow i obszedlem wszystkie firmy busowe, taksiarzy, sklepiki, hotele i tak dalej i kazdy patrzyl na mnie jak na ufo i nikt nie chcial wymienic kasiory. Najgorszy byl w ogole brak ich inicjatywy. Jedynie jeden taksiarz przytomnie chcial mi wymienic po mniej wiecej 2/3 wartosci. Byl fagasem, ale przynajmniej chcial zmienic :) ale w koncu wyprosilem u kompturowcow wymiane.

Barka. Byla barka na Rio Paraguay. I bylo przepieknie. Szczegolnie o zmierzchu, gdy wszyscy sie ozywili i bylo milo. Mnostwo rozmow, terra paraguayana <taka herbata z zielska spozywana tu o kazdej porze w mega ilosciach z jednego kubka przypominajacego ksztalt bawolego rogu, wino <ah wino> i na koniec zabojcza canita, czyli wodzia z trzciny cukrowej. I bujalem sie na hamaku i dobrze sie spalo, a na dolnym pokladzie puszczali Rambo I z hiszpanskimi subtitelsami wiec pocwiczylem hiszpanski. Jeden dzien, ale bylo pieknie, bylo warto, byla to prawdziwa ameryka. poludniowa. Potem Asuncion. Bez przygod za to poszedlem do koreanskiej restauracji i musze powiedziec ze kim-chi rulez! Zaraz po wloskiej kuchni, koreanska jest na mojej liscie druga. W ogole przyjazny narod oni som. Pogadalem ze wszystkimi :)

I teraz Argentyna. Jakby z innej bajki. Europejska. Fajnie sie liczy ceny bo jeden peso to jeden zloty. Moze sie jeszcze wstrzymam z opiniami na temat Argentyny bo poczatek mialem organizacyjny, ale o dziwo w ogole mnie to nie ruszylo. Poklalem troche pod nosem jak robilem rundki w poszukiwaniu hoteli i bankomatu ktory chcialby mi wyplacic moje australijskie dolary.

dzieki Iza z BsAs www.iza1.blog.pl za pozytywny chat na skypie i dzieki stopa z expedition www.dookolaswiata.org za pozytywny poludniowoamerykanski feedback. Dzieki takim ludziom jak Wy wiem ze jest wporzo. he he. Trzeba zyc!

Jade na tak zwany dol. dwa tysiace kilometrow :P

(więcej…)

21.10.2006 Culo del Mundo

poniedziałek, 23 Październik 2006

Culo del Mundo, czyli zadupie swiata. Wlasnie tu wyladowalem. Welcome to Paraguay, ktory jest … inny jak to okreslila moja kumpela, ktora pracowala tu w hiszpanskiej ambasadzie. Ale zanim o Paragwaju to jeszcze kilka slow o Boliwii.

Boliwia to zdecydowanie "moj" kraj. Mozna sie wyspac wszedzie, zjesc i napic wszedzie i o kazdej porze. W dodatku za grosze i wsrod przjaznych lecz nie nachalnych ludzi. Jesli do tego dodamy roznorodnosc krajobrazow – od amazonskiej dzungli po osniezne andyjskie szczyty. Piekne gory i neokolonialne miasteczka. Czesto pada pytanie: Ktory kraj na swiecie podobal ci sie najbardziej. I strasznie trudno na takie pytanie odpowiedziec. Mozna powiedziec ktory klub kochasz najardziej albo ktora kobieta jest najlepsza na swiecie, ale kraje sa po prostu rozne. Moze wiec niezwykla Erytrea, moze duchowo-rozesmiana Ghana, moze nieprzewidywalna Rosja, no i moze wlasnie te pustkowia i miasta Bolwii.

Jako, ze ostatnio sie cos rozpoetyzowalem textami piosenek, to bedzie troche scenek z zycia podroznika. Z Potosi do Tarijy jechalem z kolesiem obok, ktory nie dosc ze nabzdryngolony to chyba cale zycie jechal na jednych zokach. Smrod byl tak oktruny, przenikliwy, rzeklbym pikantny, ze ciezko bylo wytrzymac. Czasem sie czlowiek przyzwyczaja do smrodu, ale w tym przypadku nie bylo sily. Na szczescie wysiadl po drodze, ale jak poszedlem na siku to mi sie babulinka indianka wpierdzielila na moje miejsce. Dobra, po krotkiej dyskusji postanowilem jej nie wyrzucac i siadlem obok. Licha byla, ale miala na sobie tyle kocow i pancz, ze obrosla wokol tak, ze zostalo mi pol miejsca. Jakos dojechalem, zreszta nawet wyspany, juz chyba niewiele rzeczy jest mnie w stanie w podrozy zaskoczyc. No moze cos w stylu mauretanskiego pociagu iron-manow to tak :) Ciezko mi bylo zmanagowac wyjazd z Tarijy. Wskoczylem w nocny bus do Villamontes z nadzieja ze zdaze na kolejny do Paragwaju. Oczywiscie nie zdazylem i zostalem cale 24 godziny u kolesia na podworku. Tam gdzie sprzedaja bilety. Zero biezacej wody, wszystkie kible zasr… Dostalem kawalek materaca i pospalem. Autobus przyjechal dopiero kolo piatej nad ranem. Jesli poprzedniego dnia by tak przyjechal to bym zdazyl na transfer. A tak spedzilem upalny dzien w Villamontes. Wart z dwoch powodow. Pysznej ryby na sniadanie ze szklanica-musztardowa domowego, bialego wina. A druga rzecz taka mistyczna, ktora utwierdza w przekonaniu, ze warto sie czasem meczyc. Obudzilem sie na tym podworku gdzies kolo 2 w nocy. Przy niewielkim ogniu siedziala trojka ludzi i przyciszonym glosami, jakby planowali atak na Boliwie, rozmawiali o czyms w nieznanym mi dotad, niezwykle dzwiecznym jezyku. To Paragwajczycy rozmawiali w guarani.

Przejechalem przez pelne kurzu Gran Chaco, Paragwajcy urzadzili nam taka kontrole narkotykowa, ze poodkrywali w moim plecaku takie rzeczy, o ktorych juz zapomnialem. A ciekawych rzeczy troche mam. Pendriva znali, ale Pocket PC i klawiaturka to juz bylo well, well. Jeszcze drugi paszport im sie trafil, wiec juz podejrzliwosc. Ale w sumie bylo spoko. Wysiadlem w Pozo Colorado, ale zadnego hotelu tam nie bylo, tylko chlopaki przeprowadziali rozgrzewke przed szpilem. Pelna profeska, do reklamy Umbro moznaby wciagnac. Pilka na zadupiu swiata.

No i teraz siedze i patrze na rzeke w Concepcion. Ta sama nad ktora przesiadywalem w brazylijskiej Corumbie. Plynie zielsko w dol do Assuncion, do Parany by skonczyc gdzies w Atlantyku w okolicach Buenos Aires. Od czasu do czasu przejade sie gdzies koniem z wozkiem albo wyskocze popatrzec na tradycyjne tance. Bardzo mi sie wczoraj podobaly. Kobitki wygladaja bardzo kobieco, a faceci mesko. Jakos pasi mi ten taniec. Jest alegro, feliz i romantico :)

Jutro plyne barka w dol rzeki. chcialem na polnoc, ale musialbym sporo czekac, a tu naprawde niewiele jest do robienia. Aha, w okolicach portu mam ksywe "Lato". Skad oni jeszcze tego kolesia pamietaja? Ja im mowie "Chilavert" bo to jedyny pilkarz jakiego znam z ich kraju.

No i podjalem decyzje, ze wale jak najszybciej do Ushuaia na poludniu poludniu poludniu poludniowej Ameryki. I bede polowal na rejs na Antarktyde. Jedyny problem to cena. Ale jestem dobrej mysli. Wszelkie uwagi jak mam dotrzec na moj ostatni kontynent bardzo mile widziane. Moze ktos ma miejsce w kajaku, huh?

(więcej…)

19.10.2006 Kolorowy odlot na Paragwaj

czwartek, 19 Październik 2006

Paragwaj – Lech Janerka

Kolorowy odlot na Paragwaj
Kolorowe odpryski chmur
Dziwnie roztargnione gołębie znowu
 Bawić się chcą
Bawić nas chcą, bawić się chcą
A czas nas omija, czas nas omija
Tańczę we śnie, Tańczę we śnie
Bo odtąd dotąd nikt tu nie bywa
I tutaj nijak się nie nazywa
Patrzcie jak się lata
Gdy dupsko jest wolne od bata
Patrzcie jak się lata
Kiedy stać na …

Kolorwy odlot na Paragwaj
Kolorowe odpryski chmur
Dziwnie roztargnione gołębie znowu
Bawić się chcą
Bawić nas chcą, bawić się chcą
A czas nas omija, czas nas omija
Tańczę we śnie, Tańczę we śnie
Bo odtąd dotąd nikt tu niebywa
I tutaj się nijak nie nazywa
Patrzcie jak się lata
Gdy dupsko jest wolne od bata
Oto jak się lata
Kiedy stać na sny

Tańczę we śnie, tańczę we śnie…


(więcej…)

stronka

wtorek, 17 Październik 2006

dziieki Magdzie Bartnik za sponsoring miejsca – przesylka juz leci

http://www.rtw.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=84&Itemid=164

poprawilem stronke jest juz bardziej jednolita. jakies uwagi albo propozycje to przesylajcie pls. czego byscie chcieli wiecej i tak dalej. ciesza mnie maile ze ktos czyta i zwraca uwage. no to spelniam zyczenia :) na pazdziernikowe swieta.

poza tym dzieki fajnemu linkow stworzylem mapke miejsc gdzie bylem

http://www.rtw.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=100

 no to trzeba zaczerwienic ten swiat!!!!!

(więcej…)

Tam gdzie nie siega wzrok

sobota, 14 Październik 2006

"Tam gdzie nie siega wzrok" – Anna Maria Jopek & Pat Metheny

Gdy ruszyc chcesz, w najdalsza z drog,
Tam gdzie nie siega wzrok
Musisz wziac oddech i zrobic pierwszy krok.

Choc w sercu lek, nie cofaj sie,
Tylko tak warto zyc
W chmurach gdzies lsni Twoj szczyt
Odwaz sie i idz!
Swiat kocha tych, co smialo ida pod wiatr
W nieznana dal!

Cieplas, I’m looking forward to sing it with you in Buenos Aires! Musi sie udac.

Taka refleksja mnie naszla. Skypuje i mailuje z Wami kochani. I kazdy mowi, ze mi to sie powodzi i ze "co za zycie", ze w ogole. Wlasnie wzialem pierwszy cieply prysznic od dwoch tygodni, od mniej wiecej tego samego czasu moj zoladek walczy z tymi boliwijskimi bakteriami, a poza tym niech ktos sprobuje pobyc z samym soba przez tak dlugi czas jak ja to czynie. Czasem jest to nieznosne ;) Ale ….. podrozowanie jest oczywiscie piekne, powtarzac nigdy za malo. Tak sobie pomyslalem, ze chyba trzy czwarte z osob ktore znam stac na daleki wyjazd. Wiekszosc z Was nie ma rodzin i dzieciakow. Kwestie finansowe czy rodzinne nie stoja wiec na przeszkodzie. Polska staje sie bogatym krajem niezaleznie od tego kto nami bedzie udawal ze rzadzi. Stac nas. Jesli nie za zlotowki to za te funty i roznego rodzaju dolary ktore zarabiamy na wszystkich krancach swiata. Wyjezdzajcie. Niekoniecznie od razu na rok albo dluzej, ale sprobujcie na 3 miesiace. Oderwac sie na moment od Polszy. Zrozumiec co jest naprawde wazne w zyciu. Odbic od bezpiecznej przystani. Dzony i Ol-Ol pierwsi do tablicy!

(więcej…)

14.10.2006 Potosi

sobota, 14 Październik 2006

Jakbym trzy lata temu popatrzyl na swoj obecny sposob podrozowania to bym sie chyba wysmial doszczetnie. No ale wtedy to mialem 20 dni urlopu. Inaczej sie mierzy czas. Siedze juz trzeci dzien w Potosi, podobno najwyzej polozonym miescie swiata. Petam sie po ulicach bez celu, ladu i skladu. Bez przewodnika w reku, bez aparatu w kieszeni. Czasem wejde do jakiegos, kosciolka, czasem zrobie wysilek by wejsc na wyzszy poziom zeby zobaczyc miasto, czasem wstapie na targ, a to po lokalny maks slony ser albo po czerwoniutkie jablka. Czasem pogadam z turystami, ktorych spootyka sie w tych samych miejscach. No i duzo internetu. Duzo. Zaczalem cos majstrowac przy stronce i kurka padla. No to w szoku, ze niby sie wszystko to co pisalem stracilo. Ale przez przypadek zagladnalem do kolegi obok, a on jedzie w joomli. Spadl mi z nieba software engineer z Tuluzy. Pomogl chlopak za co wielkie dzieki i stronka znow hula. Poszlismy razem na kolacyjke, jeszcze z jego dziewczyna, ale cos te wszystkie francuskie dziewczyny uwsteczniaja swoich chlopow. Co poznaje zabe to moznaby noce przeimprezowac, a jak sie pojawiaja z tymi swoimi kobitkami to impreza konczy sie w mig. Jedynym wyjatkiem jaki mi przychodzi na mysl jest Zette od Geat’a. viva Sydney! oj miluchno zesmy spedzali czas na Woolloomoolloo.

No to Potosi. Trzy lata temu podrozowalem tu z Austriakiem, ktorego imienia juz nie pamietam. Pamietam, ze po przyjezdzie do domu chcial zalozyc hodowle lam u babci na wsi. Jestem bardzo ciekaw czy mu sie udalo. Zatrzymalem sie w tym samych hotelu, ot taki sentymentalny jestem. Rzadko powracam do tych samych miejsc, ktore juz zwiedzilem, ale jakos teraz tak wyszlo. milo poznawac te same lokale, w ktorych zesmy konsumowali. Albo fontanne, gdzie padly i wino i litrowe piwka Potosina, a cala owczesna noc zakonczyla sie jakas mistyczna potrawa w jakiejs najtanszej z najtanszych jadlodajni Boliwii.

A teraz jeszcze cos o Sucre. Spedzilem tam 10 niezwyklych dni. Moze nie zawsze wszystko gralo jak nalezy, ale pokochalem to miasto i wpisze je do katalogu miast, ktore uznaje za swoje. Przede wszystkim ekipa uczniakow okazala sie swietna i poza tradycyjnym spososobem spedzania czasu gringos, czyli przesiadywaniem w restauracjach mialem okazje pograc w siatkowke albo rozegrac emocjonujace partyjki szachow, przejsc sie weekendowo po gorach, obalic flaszeczke singani przy ognisku, smazyc nalesniki, czy powylegiwac sie na lezakach w Cafe Mirador. Szkola tez byla fajna. Naprawde sporo z niej wynioslem, teraz tylko trzeba sie zmusic, zeby kontynuowac nauke. No i ten sierociniec.

Naprawde fajne doswiadczenie. Mojego ulubionego Fernando wkrotce adoptuje rodzina z Wloch. Albo wyprawy stromymi ulicami na pick-upie. Eh Sucre to raj. Jedyne co moge zarzucic to za waskie chodniki. Szkoda mi bylo wyjezdzac, szkoda. Po tych kilku dniach jak przypadkowo spotykasz miejscowych Boliwijczykow, ludzi ze szkoly, czy expatow mieszkajacych tu na dluzej to jest to naprawde fajne uczucie. Czujesz sie jak u siebie! Sucre nie chcialo mni wypuscic. wstalem w czwartek rano, a ulice poblokowane bo strajk jakis. Na szczescie przed poludniem wyluzowali i moglem pomachac na pozegnanie!

(więcej…)

my travels

czwartek, 12 Październik 2006

The list of countries that i have visited:


Africa
Benin 2005
Botswana 2002
Burkina Faso 2005
Djibouti 2002
Egypt 2002
Eritrea 2002
Ethiopia 2002
Gambia 2005
Ghana 2005
Guinea 2005
Guinea-Bissau 2005
Kenya 2002
Mali 2005
Mauritania 2005
Morrocco 2005
Niger 2005
Senegal 2005
South Africa 2002
Sudan 2002
Tanzania 2002
Togo 2005
Zambia 2002
Zimbabwe 2002
Western Sahara 2005
South America
Bolivia 2003, 2006
Brasilia 2006
Chile 2003
Ecuador 2003
Peru 2003
North America
USA 2002
Asia
China 2001
India 2005-2006
Iran 2005
Kazakhstan 2004
Kyrgyzystan 2004
Laos 2001
Malaysia 2001
Mongolia 2001
Myanmar 2001
Pakistan 2005
Singapore 2001
South Korea 2006
Syria 2000
Tajikistan 2004
Thailand 2001
Turkey 2000, 2005
Uzbekistan 2004
Australia & Pacific
Australia 2006
Europe
Albania 2006
Austria 1995, 1998, 1999
Belarus 2003
Belgium 1999, 2002
Bosnia and Herzegovina 2006
Bulgaria 1995, 2000, 2006
Croatia 1996
Czech Republic xxx
Danmark 1999, 2006
France 1998, 1999, 2005
Germany xxx
Greece 1995, 2005
Hungary 1994, 2000, 2006
Italy 1994, 1995, 2004, 2005
Latvia 2003
Liechtenstein 1999
Lithuania 2003
Luxembourg 1998
Macedonia 2006
Moldova 2006
Montenegro 2006
Netherlands 1999, 2001-2002
Norway 1999
Portugal 2002
Romania 1995, 1998, 2006
Russia 2000, 2001
San Marino 1994
Serbia 2006
Slovakia xxx
Slovenia 1996
Spain 1999, 2003, 2005
Sweden 1999, 2006
Switzerland 1999
Ukraine 2000, 2006
United Kingdom 1996, 1999, 2006
Vatican 1994, 2004
Gibraltar 2005
Mount Athos 2005
Transdniestr 2006

(więcej…)

Czarne Slonca

środa, 11 Październik 2006

Kult – "Czarne Slonca"

Konczy sie tydzien, nie ma nadziei,
ze nastepny cos jeszcze zmieni.
Zlosc jest niedobra, gdy z Toba stoje,
gdy Ciebie widze, gdy Ciebie czuje.
Konczy sie rok i sluchaj slowa,
by zaczac to wszystko od nowa.
Obejrzyj to sobie, sam sobie odpowiedz.

I czy tego chcesz, czy o to chodzi,
bym w zlosci tu przychodzil.
Porównaj to z reszta, wybierz wartosc najwieksza.
Ja chcialbym zobaczyc to wszystko raz jeszcze,
raz jeszcze to wszystko zobaczyc ja chcialbym.
Porównaj to z reszta, wybierz droge najlepsza.

Jak to jest, gdy wchodzisz w moja glowe,
co tutaj jest typowe z Toba jest od nowa.
Porównaj to z nami, Czarnych Slonc milionami.
Czy warte jest? Czy warte to wszystko?
By czynic upadek.
Porównaj to z reszta, wybierz droge najlepsza.

A w mojej glowie Slonc Milionami karuzela nocy lsni,
na niej jestesmy sami, ja i Ty.

Wiecie, ze to byl pierwszy polski teledysk w MTV? Jeszcze wtedy MTV to bylo cos. Czarnych Slonc milionami odsluchalem juz miliony razy, wiec dnia pewnego z braku laku postnowilem to spisac. Choc tego mowionego poczatku juz i kiedys nie potrafilismy rozszyfrowac. Fajnie, ze my Poloki, mamy taki Kult. Umila podroz!!!


(więcej…)