Patagonia. Ta nazwa dziala na wyobraznie, co? Po dwoch nocach spedzonych w autobusie <mialem dwa siedzenia wiec wyprobowalem wszelkie kombinacje ulozenia ciala do snu> dotarlem do Puerto Madryn. Dziwne, takie miasto nad oceanem, a dookola ciagnie sie pustka i pustka. Ale calkiem sympatyczne miasteczko. Polubilem. Dopiero poczatek sezonu i mozna poczuc sie troche jak na odleglym zadupiu, gdzie wszyscy wieczorem schodza sie do jednego pubu. Ale z Puerto Madryn bije jakis taki spokoj, dobrobyt rzeklbym nawet. I po raz kolejny sobie pomyslalem, tak jak gdy mijalismy "Glowackim" male domki na szwedzkich brzegach, czy jak spacerowalem po plazach Rio, pomyslalem ze byc moze nadszedl czas zamieszkac nad morzem. Morze w sobie cos ma. A juz na pewno przyjemnie jest biegac po plazy. Madryn jest juz turystyczne i hostele dziela i rzadza i ceny juz tez poludniowe. A tak w ogole to nigdy jeszcze tak daleko na poludnie nie bylem. Afryka "konczy sie" gdzies na trzydziestu kilku szerokosci poludniowej, a tu juz mam czterdziesci dwa i jeszcze RN3 przede mna i poludnie przede mna
A wszystko to pisze z malego hoteliku w malej osadzie Puerto Piramidas na Polwyspie Valdes. Turystow sporo, ale tu jest jakos inaczej. Pan sobie cos rzebi, pani sztrykuje na drutach, kot pije wode stojac na krawedzi akwarium z rybkami. Telewizor przygrywa. Pelno pustych butelek. Dzis byl mini adventure race tutaj <50 pedalowania, 11 biegania i 5 kajakowania>, ah byloby milo sobie tu tak pobiegac i pojezdzic z nimi. Ale… to co tu sprowadza caly swiat to wieloryby. W oslonietej od oceanu zatoce jest ich cale mnostwo. Ryknalem z zachwytu jak widzialem tego stwora co zywi sie planktonem i krylem a jest przy tuszy jakies kilkadziesiat ton. Stalem na skale i mialem do pani wielorybowej i niniosa jakies 80 metrow. Mozna podplynac lodzia, ale smierdzi stonkarstwem i tanie nie jest. A tak satysfakcja o wiele wieksza. I lwy morskie nawet wskoczyly z nimi poplywac, a inne leniwie sie grzaly i przytulaly. Piekne surowe krajobrazy. I zrobilem to budzetowo. Bo ciecie maja tu kilka taryf. Dla mieszkancow prowincji, kraju i extrajeneros. No to ja juz bylem przygotowany na haje z pytaniami czy jako Polak zuzywam wiecej tlenu czy jak. Kobita trzy razy pytala mnie po angielsku i hiszpansku skad jestem, a ja z glupim usmiechem odpowiadalem Argentina. I wiecie ze przeszlo!! A wczoraj w muzeum bylem bliski przekonania kobity, ze nie tylko jestem Argentyczykiem, ale jeszczem ponizej dwudziestu lat. A w tv mowia, ze Maradona ma swoj pierwszy pomnik. Aha i jeszcze widzialem dzis orki. Tez wieloryby tyle, ze nie gardza mieskiem. Pieknie skakaly az sie chcialo z nimi wskoczyc do wody! Pure nature! Patagonia!

