27.09.2006 Pantanal

W ostatniej relacji napisalem ze sie lenie, ale to bylo raczej zbieranie sil przed trzydniowym werdownym maratonem jaki sobie urzadzilem po Pantanalu. Pantanal to obszar mniej wiecej wielkosci Francji. Pantanal to mokradla, bagna, bajorka I inne tego typu "mokre" rzeczy. Jak mi ktos powiedzial nie ma lepszego miejsca w ameryce poludniowej by zobaczyc dzikie zwierzeta niz wlasnie tu gdzie nie jest gesto jak w dzungli.

Wszyscy wylapani na dworcu turysci wykupili wycieczke w Green Tracku, czyli tam gdzie mieszkalismy. Ja powiedzialem ze sobie to zwiedze sam I sie kobita wlascicielka przestala do mnie odzywac. W niedziele ruszylem z buta w strone Estrad Parque, czyli drogi ktora przecina mokradla. Stopowanie bylo ciezkie I pierwszego dnia przeszedlem jakies 30 kilometrow. zabrala mnie dwudziestoosobwa rodzinka. jak wyciagalem aparat to rozleglo sie glosne pelne satysfakcji uuuuuuuuuuuu I dzieciaki juz sie smialy na calego. od ojca rodziny dostlem na droge kokosa w reke I poszedlem dalej. spalem gdzie popadnie ledwo umykajac w moim namiocie przed chmara zarlocznie dzikich moskitow. drugiego dnia juz stopowanie bylo lepsze, ale za to upal niemilosierny, wiec tezsie solidnie zmeczylem. wyladowalem w oazie dzikiego zycia nad Rio Miranda. Oprocz tysiecy ptakow <w tym pieknych tukanow ktore robia tuk tuk I chyba poltora metrowych bocianopodobnych> widzialem pluskajace sie w jeziorach wydry, na brzegach bajorek byly setki kajmanow, na poboczach drogi kapibary z malymi, na wierzcholkach drzew figlarne malpy, gdzies przemnkelo stado swin pantanalskich jak je tu zowia, jakis zwykly nam jelen nawet sie zaplatal. a moze nawet widzial mnie jaguar albo puma, bo ja ich niestety nie.

Przeszedlem I zestopowalem cale sto szescdziesiat kilka kilometrow Estrada Parque, z tego jakies 50 z buta. Nic dziwnego ze potem musialem zawisnac na dzien na hamaku. Z dolu dobiegaly dzwieki bossa novy <"Girl from Ipanema" – kojarzycie te brazylijskie rytmy?> a ja spokojnie konczylem "Sto lat samotnosci" Marqueza, zakrecona historia kurka. Co jeszcze dobrego poludniowoamerykanskiego powinienem przeczytac? Dyndalo sie w hamaku fajnie, wa dodatku jak zwykle w hostelach spotkalem ciekawych ludzi. Moznaby ludzkie historie pisac, reportazysta zostac ;) o tym jak Felipe z Santiago de Chile stracil mnostwo kasy na swoim multimedialnym studio, wiec sprzedal co jeszcze mial, kupil dom na wybrzezu, ale zeby sie za szybko nie wprowadzac ruszyl w droge do Gwatemalii, do miejsca w ktorym spedzil dziecinstwo. Albo Ning z Szanghaju – "rewolucja w Chinach nie za mego zycia", a mlody chlopak jest. Albo Szkotka, ktorej imienia nawet nie poznalem a w czasie lunchu opowiedziala o swoich jedenastu miesiacach w ameryce poludniowej.jakis fizyk jadrowy sie przypetal, francuzi na sabbaticalu. a jak mi sie nudzilo to chodzilem do najiekszej speluny w porcie posiedziec wsrod miejscowych, a piwko tam jedyne 1,50 R$. aha, rejsu w gore Rio Paraguay nie bedzie, bo Don Ginotti mowi ze biznes teraznie pojdzie wiec nie ma co plynac. Z nim tez byly jaja. chodzilismy z Felipe do niego codziennie zeby sie zgadac ale albo spal albo "jutro tez nie macie co przychodzic bo bedzie narabany jak bela" mowila zona. Ot Corumba, ktora bede milo wspominal.

Komentarze są wyłączone.