Archiwum z Wrzesień 2006

Magda&Darek

czwartek, 28 Wrzesień 2006

No i stalo sie. Stanie sie! w najblisza sobote Chali i Madzia odplywaja w kraine malzenstwa :P Zycze WAM duzo szczescia i wiecie ze wolalbym na ten weekendzik siedziec w mitycznym Grybowie. Zycze juz teraz bo spadam do dzungli a tam tylko ptoki i wodospady ale netu niet. Najlepszego!

(więcej…)

27.09.2006 Pantanal

czwartek, 28 Wrzesień 2006

W ostatniej relacji napisalem ze sie lenie, ale to bylo raczej zbieranie sil przed trzydniowym werdownym maratonem jaki sobie urzadzilem po Pantanalu. Pantanal to obszar mniej wiecej wielkosci Francji. Pantanal to mokradla, bagna, bajorka I inne tego typu "mokre" rzeczy. Jak mi ktos powiedzial nie ma lepszego miejsca w ameryce poludniowej by zobaczyc dzikie zwierzeta niz wlasnie tu gdzie nie jest gesto jak w dzungli.

Wszyscy wylapani na dworcu turysci wykupili wycieczke w Green Tracku, czyli tam gdzie mieszkalismy. Ja powiedzialem ze sobie to zwiedze sam I sie kobita wlascicielka przestala do mnie odzywac. W niedziele ruszylem z buta w strone Estrad Parque, czyli drogi ktora przecina mokradla. Stopowanie bylo ciezkie I pierwszego dnia przeszedlem jakies 30 kilometrow. zabrala mnie dwudziestoosobwa rodzinka. jak wyciagalem aparat to rozleglo sie glosne pelne satysfakcji uuuuuuuuuuuu I dzieciaki juz sie smialy na calego. od ojca rodziny dostlem na droge kokosa w reke I poszedlem dalej. spalem gdzie popadnie ledwo umykajac w moim namiocie przed chmara zarlocznie dzikich moskitow. drugiego dnia juz stopowanie bylo lepsze, ale za to upal niemilosierny, wiec tezsie solidnie zmeczylem. wyladowalem w oazie dzikiego zycia nad Rio Miranda. Oprocz tysiecy ptakow <w tym pieknych tukanow ktore robia tuk tuk I chyba poltora metrowych bocianopodobnych> widzialem pluskajace sie w jeziorach wydry, na brzegach bajorek byly setki kajmanow, na poboczach drogi kapibary z malymi, na wierzcholkach drzew figlarne malpy, gdzies przemnkelo stado swin pantanalskich jak je tu zowia, jakis zwykly nam jelen nawet sie zaplatal. a moze nawet widzial mnie jaguar albo puma, bo ja ich niestety nie.

Przeszedlem I zestopowalem cale sto szescdziesiat kilka kilometrow Estrada Parque, z tego jakies 50 z buta. Nic dziwnego ze potem musialem zawisnac na dzien na hamaku. Z dolu dobiegaly dzwieki bossa novy <"Girl from Ipanema" – kojarzycie te brazylijskie rytmy?> a ja spokojnie konczylem "Sto lat samotnosci" Marqueza, zakrecona historia kurka. Co jeszcze dobrego poludniowoamerykanskiego powinienem przeczytac? Dyndalo sie w hamaku fajnie, wa dodatku jak zwykle w hostelach spotkalem ciekawych ludzi. Moznaby ludzkie historie pisac, reportazysta zostac ;) o tym jak Felipe z Santiago de Chile stracil mnostwo kasy na swoim multimedialnym studio, wiec sprzedal co jeszcze mial, kupil dom na wybrzezu, ale zeby sie za szybko nie wprowadzac ruszyl w droge do Gwatemalii, do miejsca w ktorym spedzil dziecinstwo. Albo Ning z Szanghaju – "rewolucja w Chinach nie za mego zycia", a mlody chlopak jest. Albo Szkotka, ktorej imienia nawet nie poznalem a w czasie lunchu opowiedziala o swoich jedenastu miesiacach w ameryce poludniowej.jakis fizyk jadrowy sie przypetal, francuzi na sabbaticalu. a jak mi sie nudzilo to chodzilem do najiekszej speluny w porcie posiedziec wsrod miejscowych, a piwko tam jedyne 1,50 R$. aha, rejsu w gore Rio Paraguay nie bedzie, bo Don Ginotti mowi ze biznes teraznie pojdzie wiec nie ma co plynac. Z nim tez byly jaja. chodzilismy z Felipe do niego codziennie zeby sie zgadac ale albo spal albo "jutro tez nie macie co przychodzic bo bedzie narabany jak bela" mowila zona. Ot Corumba, ktora bede milo wspominal.

(więcej…)

23.09.2006 Corumba

sobota, 23 Wrzesień 2006

Powiedzmy, ze sie lenie. Mialem dzis ruszyc w piesza wyprawe, ale mi tu dobrze, wiec sobie siedze. zreszta na zewnatrz jest tak parno, ze za wiele nie mozna zrobic. Ok, zainteresowanie wzbudzilem moim palmtopem i musze tu wkolo wyjasniac co i jak. a najlepsze oczy robia jak skldam klawiature. Jestem w Corumba. To sredniej wielkosci maisteczko gdzie zycie plynie spokojnie i leniwie. Tak samo jak rzeka Paragwaj w dole miasta. Tuz obok sa ogromne rozlewiska zwane Pantanalem. Chcieli mnie wyciagnac na wycieczke trzydniowa za 100 baksow, ale musze wystopowac bo mi w tej Brazylii budzet peknie. Pojde wiec sam i bede liczyc ze ktos mnie po drodze przewiezie. Organizuje tez rejs w gore rzeki barka, ale odjazd dopiero 27. zobaczymy co z tego wyjdzie. mam ambitne plany jechac w odlegle tereny Pantanalu, Boliwii I Paragwaju.

Jeszcze kilka slow o Rio de Janeiro. Pojechalem na slynna Glowe Cukru gorujaca nad miastem. slyszalem wiele glosow ze to najpiekniejszy widok na swiecie. wszystkie wazne plaze Rio, pionowe gory I miasto rozciagniete we wszystkie zakatki. Rzeczywiscie przepieknie. Ciezko jest stopniowac takie widoki, ale konkurencyjne wydaje mi sie jedynie Cape Town z widokiem z Lion’s Head. Nastepnego dnia nie chcialem wydawac kilkunastu euro na taxi albo kolejke I postanowilem wejsc na Corcovado. To kolejne slynne miejsce. Znacie pewnie ten widok gory z pomnikiem Chrystusa z otwartymi ramionami gorujacego nad calym miastem. Bylo calkowicie bezpiecznie maszerowac w gore, tylko ludzie troche na mnie patrzyli jak na ufo. ale raz dwa trzy wdrapalem sie na gore, po drodze podziwiajac glebokofioletowe olbrzymie motyle. Jak ktos chce zaoszczedzic w ten sposob kase za wjazd na Corcovado to polecam. Najlepiej dojechac autobusem 206 do Silvestre I stamtad w gore.

Na sam koniec pobytu musialem poczuc klimat meczu I poszedlem na mecz Botofago-Juiventude. Pierwsza liga brazylijska, ale sie gleboko roczarowalem bo na ogromnym stadionie bylo niecale piec tysiecy widzow!!! To juz wiecej przychodzi na 3 lige na Bukowa ;) Ale na druga polowe poszedlem do mlyna Botofago I nawet jako taki klimacik byl. Najfajniejsze jest to ze mozna piwko pic na stadionie. Nie wszystko w Rio zwiedzilem, ale z pewnoscia jeszcze tam wroce :)

(więcej…)

19.09.2006 Rio de Janeiro

wtorek, 19 Wrzesień 2006

20:58 i 22 stopnie tego, jak mu tam, Celsjusza na ulicznym zegarze/termometrze. Lekko kropi na posadzke I studzienki z napisem "Rio Luz". Ze wyluzowani ludzie tez tutaj sa to juz inna sprawa.

Rio de Janeiro, ujscie rzeki styczniowej.jakis zeglarz co tu przyplynal myslal bowiem ze to rzeka, a nie zatoka. No wiec Rio powala. Zazwyczaj w moim podrozowaniu te wielkie, najwieksze miejsca, ktore kazdy na swiecie zna I kojarzy, te miejsca czesto rozczarowuja, tak jak na przyklad piramidy egipskie, jak taj mahal. Tyle razy sie to ogladalo na telewizorni, ze pozniej jak sie przyjezdza to czlowiek pyta sie sam siebie, ale … o co chodzi? ktos mnie chyba kantuje??!!! Tak samo sie troche obawialem o Rio. Ze rozczaruje. Na dodatek jak jeszcze wielce szacowne Lonely Planet do reki wzialem I zaczalem czytac to doszedlem do wniosku, ze dzieci z Miasta Boga pozbawia mnie plecaka jeszcze na Rodoviarii, na dworcu autobusowym. Juz nie mowie, ze numery autobusow zle podane, zerzeneli z ulotki informacyjnej, nie chcialo im sie sprawdzac. Przemoc na pewno jest tu problemem, ale kurde Rio to jednak nie Mogadiszu, Johanesburg czy inne Nairobi. Tu jest europejsko. Tu jest czysto I pieknie. Takie jest moje zdanie, bo mam mozliwosc porownania bezpieczenstwa I czystosci Rio powiedzmy z taka Lima czy La Paz.

Do rzeczy jednak. Rio jest BOSKIE. Po prostu piekne. Wiecie jaki ze mnie stary plazowicz, jak milo spedzam czas nad morzem. Delikatnie mowiac – unikam. Jednak jak wyszedlem na piasek Copacabany to oniemialem. Jeszcze lepiej niz to wyglada na filmach. Prawie trzy kilometry plazy. Szerokiej, czystej, z wielkimi falami, ktore zagluszaja szum miasta. Po lewej slynna Glowa Cukru, po prawej na luku fort, a z tylu rzedy wiezowcow I figura Chrystusa na Corcovado. Plaza tylko bardziej pustawa niz to sobie wyobrazalem, ale ok, jest zima :) Plaza pusta ale tetniaca zyciem. No I te zaneryjki :P

Rio to najslynniejsza na swiecie plaza – sorry Sydney ale Bondi mieknie przy Copacabanie, najslynniejszy karnawal, no I Rio to najslynniejszy stadion swiata. MARACANA. juz jak widzialem napis o tej samej nazwie na satcji metra to juz bylo cos, a chwile potem bylem na samej murawie. Dobra, myslalem ze to bedzie mega-gigantyczne. Takie nie jest. Jeszcze teraz wstawiaja krzeselka, ale pomiescic to wciaz moze 120 tysiecy ludzi. A w ‘50 na finale Brazylii z Urugwajem siadlo tam dwiescie kola ludzia bez kilkudziesieciu sztuk. niesamowite. najbardziej zaskoczylo mnie, ze obok szatni jest bramka. mozna sobie przed meczem postrzelac. za to prysznice chyba nie wymieniane od poczatku istnienia stadionu.

Lubie rzeczy dziwne. A w Rio dziwna jest na pewno katedra. jakby piramidzie czubek ciachneli. Mi sie podoba. Obok stoi "kostka rubika". moze sie jacys architekci wypowiedza czy takie cos im pasi.

Aha. I mam pokoj w hotelu I sniadanie mi do pokoju przynosza. jak poodrozuje na budzecie to sobie nie przypominam takich cudow. no to jak mam nie mowic ze Rio jest boskie? A najlepsze przeciez jeszcze przede mna!

Mialem ostre myslenie czy jechac na polnoc brazylii I potem przez gujany I z powrotem przez wenezuele czy amazonke. mam mnostwo czasu wiec byloby akurat. tyle ze brazylia nie jest tania, a gujany jeszcze bardziej by mnie ryply po kieszeni. zreszta gujany to interior, a tam trzeba leciec I wydac sporo kasy. bedzie chyba paragwaj, boliwia, chile I argentyna. bedzie slowly, slowly. bedzie inaczej niz zwykle. sprobuje przynajmniej nie pedzic. na razie mi sie to udaje. zna ktos namiary na jachty w poludniowym rejonie ameryki poludniowej? jak przeplynalem baltyk na silniku to moze by I Hornu skosztowac??!!

(więcej…)

2006.09.15 Paraty

piątek, 15 Wrzesień 2006

dawno nie pisalem nic na tronke, co? no ale moze zaczne teraz cos wiecej. decyzja o wyjezdzie podjeta byla blyskawicznie. autobus do londynu (kto teraz jezdzi jeszcze autobusami?) i mial byc bilet lotniczy dookola swiata. ale z roznych wzgledow zdecydowalem sie na kupno biletu do Ameryki Poludniowej. Po dwoch dniach w londynie u Chmielika i Oli (dzieki, dzieki) odstalem swoje na heathrow. wyskoczylem z butow, oddalem na zlom paste do zebow bo zadnych plynow i zelow przewozic nie mozna. rano wyladowalem w 17 milionwym molochu. byscie widzieli jak tu metro wyglada :) pociag co 30 sekund, zapchane po ostatniego ludzia. wszyscy sampisci jada do pracy. nocami podobno sie samochody nie zatrzymuja na czetrwonych swiatlach, bo grozi kulka w leb. jest wiec niebezpiecznie. ja dojechalem w rejony atlantyku do Paraty. wziela mnie do swojej rodziny Atilla (obrigado, obrigado). na playstation przegralem z bratem mecz Polska-Brazylia 0:1, ale on mial Ronaldinho a ja kurka Rasiaka. a dzis siedze na kempingu. widoki takie ze nie dziwie sie ze miejscowi mowia Deus esta Brazilian – Bog jest Brazylijczykiem. woda, plaze, gory, wysepki, lodeczki, rybki i wino na stole. tylko drogo.

Czekam na jakies pomysly co w tej Ameryce zrobic. mam kilka miesiecy :)

(więcej…)

Formalności

sobota, 2 Wrzesień 2006

A pytanko jakie mogl bym ci teraz zadac dotyczy paszportu… bo jak sie na
niego teraz patrze to jesli dojade to tej poludniowej Afryki to juz moj
paszport bedzie pelny??? wtedy co… czy zdajesz sobie sprawe gdzie bede
mogl w Afryce wyrobic nowy paszport ??? albo jakies zakladki do niego
wprawic??

co do paszportu
to walkowalem ta sprawe z wieloma ludzmi z mszu i ambasad

jak ci sie skonczy paszport musisz wyrobic nowy. najlepiej wiec
skontaktowac sie z polskimi placowkami w krajach przez ktore bedziesz
przejezdzal i zapytac w jakim terminie moga wyrobic ci nowy paszport.
kiedys to chodzilo w miare sprawnie, teraz chyba mniej bo wszystkie
paszporty musza byc wyrabiane w polsce.

druga opcja jest wyrobienie paszportu tymczasowego (waznego chyba 7
miesiecy. taki powinienes dostac szybciej. i jechac na tym i co jakis czas
wymieniac na nowy. minus tego jest taki, ze niektore kraje wymagaja, ze na
wjezdzie Twoj paszport musi byc wazny przez co najmniej 6 miesiecy. Nie
wiem jak w praktyce to wyglada, ale znajac afryke taki tymczasowy paszport
moze byc pretekstem do wymuszani cadeau :)

zakladek, dolepek i innego rodzaju rozszerzaczy do paszportow Polska juz
nie praktykuje

(więcej…)