Radio Tirana nadaje od rana. nawet fajne piesni dawali w busiku znad macedonskiej granicy. voyage, voyage, lata osiemdziesiate ogolnie. w hostelu sie zalogowalem, pierwszy na mojej trasie. a tak to sypiam gdzie popadnie. najdziwniej bylo u takiego filozofa co to z wlasnej chaty zrobil guesthouse i filozofuje. lupiny orzechow rozsypane mial po calym mieszkaniu. i trzeba bylo na bosak chodzic. to w ohrydzie. milym miejscu, romantiko i imprezowym bardzo.
wczesniej pirin, ale sie nie bardzo czulem na dalekie chodzenie wiec zaleglem w podupadlym straszydle typu pttk. a i jeszcze adreanalinki troche w prilepie jak sie wspinalem do klasztoru, ale za pozno juz bylo i sie rozbilem gdzies pod skalami. w prilepie centralnym punktem jest zniszczony meczet. wczoraj za noc na kempingu w moim gigantycznym namiocie chcieli 8 eurasow, wiec sie rozlozylem gratis obok. namiocik nowy sie sprawdza bo deszczowa noc przetrzymalem. a dzisiaj na sniadanko zupa z wnetrznosci hardokorowa, ktora trzeba zapijac rakija.
no i generalnie upal, a ja z tym swoim garbem troche sie telepie po okolicach. od jutra juz tylko na polnoc sie kieruje.
(więcej…)
Archiwum z Lipiec 2006
31.07 Tirana
poniedziałek, 31 Lipiec 200625.07.2006 Warna
wtorek, 25 Lipiec 2006witam z Warny. po opuszczeniu kiszyniowa dlugo jechalem przez pola i pagorki moldawii az wyladowalem na granicy rumunskiej i dostopowalem do galacza. w ogole jade cale te balkany w wiekszosci stopem i jest po prostu szybko! nie stoje dluzej niz 15 minut. pieknie. nowymi merolami i trzydziestoletnimi daciami.
przeplynalem przez dunaj promem i kierowca polecil mi malutka wioske gdzie mialy byc pokoje bo wedkarze sie tam zjezdzaja. zamiast wedkarzy bylo ze 30 nastolatkow (17-20) i rumusnki hip-hop na full. kurde ja juz jestem stary pomyslalem, ale jakos sie wtopilem w towarzycho, bo oni mnie potraktowali jako rowiesnika. sie ma wyglad dziecka sie wtopi :) cala imprezka przebiegala dziwnie. troche alkoholu, troche tancow z komarami, troche miecha pieczonego. laseczki sie zainteresowaly, bo to biala skora i musi byc bogata skoro podrozuje. jacys tam mlodzianie troche podskakiwali, ale raczej tak sie tylko slownie mierzyli albo po prostu zazdrosni byli. koniec koncow pogadalem milo. potem przyjechal lysy szefo z kumplem i dziewczynami ktore wtapialy wargi nieustannie w ich wygolone czachy. bossi to byli.
rano pojechalem zobaczyc promy na delte, ale jakos mi sie nie chcialo z tymi wszystkimi ludzmi jechac. tuz obok ten babadag. jest i TEN minaret, ale meczet zamkniety. jest i hotel dumbrawa, ale zamkniety. pokrazylem, polezalem w parku i z braku camera particluara, kamping, hotel i czegokolwiek innego zeby sie rozlozyc pojechalem nad morze. a morze to jedna wielka dyskoteka. i ci k…. kochani mieszkancy lokalni. przypominaja mi hindusow. jak czegos nie wie to woli powiedziec zle niz sie przyznac ze nie wie. pogonili mnie w poszukiwaniu kempingu przez caly kurort. koniec koncow okazalo sie ze czegos takiego w ogole tu nie ma. ale sie zalogowalem u kogos na trawie.
a dzisiaj zadupie rumunsko-bulgarskie, piekny stop z gliwiczaninami, balczik, no i zaskakujaco przyjemna warna. w podrozy kazdego dnia czlowiek sie uczy. zawsze trzeba sobie zadac pytanie na koniec dnia – czego sie dzis nowego dowiedzialem. odpowiedz na dzis: posmakowalem swiezych migdalow! w domu zawsze byly suszone. przypomnialo mi sie jak burkina faso, a moze to w ghanie bylo, przypomnialo mi sie jaki zdziwony bylem jak zobaczylem jak rosna zeimne orzeszki i jak smakuja na "swiezo"
no to pyrsk. nad morze czarne, ktore ze zdziwieniem zauwazylem ze widze dopiero pierwszy raz w zyciu. a potem nocnym na Sofie, i dalej gdzies w gorki chyba wyskocze.
22.07.06 – naddniestrze, kraj ktorego nie ma!
sobota, 22 Lipiec 2006no i prosze, na 22 lipca zaplanowalem podroz do jednego z ostatnich bastionow komunizmu. Naddniestrze, taki twor co to nie bardzo sie czuje rumunsko moldawski, taki co nie chce sie pogodzic ze lenin juz nie-woecznie-zywy. takie cos nad dniestrem.
satelitarni wyhaczyli mne juz na granicy. pogadalem z szefem zmiany. o zyciu, o moim studenckim biednym zyciu, ale kurde i tak zapytal czy prezentu nie mam. a nie mam. za pol euro dali mi przepustke na jeden dzien i wjechalem w kraj gdzie dalej sie zamiata miotla ulice, a krowy sie pasa tuz pod blokiem. mlode pary jezdza na full spidzei przez miasto i cykaja fotki pod pomnikiem czolgow, a potem jeszcze w dol rzeki na syrenach alarmowych na statku. a plaza pelna obok i kanikula w pelni. co do tych wesel to nawet starusienkiego jednego spotkalem ktory ze lzami w oczach opowiadal mi jak to on 40 lat temu swadbe swoja mial. fajnie sie go sluchalo a nowa para odjechala na niemieckich blachach przy dzwiekach kokojambo!
kase tu maja swoja, rejestracje samochodowe, znaczki pocztowe. tylko wszystko to nic nie warte bo tego nikt nie uznaje. aleje sowieckie, szerokie odjechane, przejscie dla pieszych co pol kilometra. wiec ide na druga strone, gdzie akurat chcialem. no i wyczail mnie gajownik. do budki wzial. satelitarna z glowy sciagnal. za ciasna widac bo wielki czerwony pasek wokol glowy odcisniety. zaczyna moralizowac cos o zebrze. to ja mu panie kiwam glowa jak ten glupol da da. a on ze chyba bede musial w tyraspolu troche czasu spedzic dluzej bo wykroczenie popelnilem ze ho ho ho. on sam tego nie rozstrzygnie ale zawiezie mnie na milicje i tam beda wielcy debatowac nad moim przypadkiem. a ja dalej z usmiechem da da da. a on to: pomysl co by bylo jakbys tak u siebie w kraju przechodzil nie po zebrze? a ja mu na to: szczerze? absolutnie nic. pomyslalem ze wy glupolo to tylko jaywalkerow mozecie lapac. pogadalimy, pokajalem sie, pokiwal palcem i sztrafu niet.
lenin fajny byl. pod palacem prezydenta. smirnowa zreszta. fajne nazwisko procentowe co? machnalem foty, siadlem na pustym placu kolo pomnika. za minute wyskakuje z gmaszyska koles. to juz wiedzialem ze sie nie poszedl przewietrzyc. a czemu tu siedze? a lenina podziwiam ale juz sobie ide. a on na to ze po drugiej stronie pomnik bohaterow wojny afganskiej to tam sobie moge siedziec, a nie tu przy leninie.
w drodze powrotnej spotkalem kolesia w polskiej koszulce z orlem. polak jestes – pytam? a on z perth z australii. i patrzy na moja koszulke z jakims aborygenskim stworem i pyta czym moze australijczyk. i tak spotkalem pierwszego podroznika w moldawii. pogadalismy, dobrze mi sie zrobilo na duchu ze nie tylko mi odjebalo, ale sa tacy jak on ktorzy trzy lata w domu nie byli. jezdzi od tallina do berlina. od damaszku do tirany. ten rejon swiata – juz trzy lata. bo kazdy ma inna podroznicza wypornosc. od dwoch tygodni w dabkach nad baltykiem po piec lat wokol swiata. kazdy ma inna wypornosc. ciagnie cos zeby sie poniewierac. podroz to w wiekszosci brud, syf i jeszcze raz syf. ciagle poszukiwania. i jeszcze jak sie jest samemu to nie ma z kim rozsadnie pogadac. i trzeba to kurde zrozumiec. ze ciekawosc zwykla ciagnie kogos do jakiegos tyraspola. przeciez tu nikt nie przyjezdza. no moze ostatnio poznanski lech przyjechal by byc ograny przez jakies rezerwy szeryfa. bo oprocz smirnofa kraikiem rzadzi szeryf.
21.07.06 Kiszyniow
piątek, 21 Lipiec 2006HEJA
pozdrawiam wszystkich ze stolicy najbiedniejszego kraju europy – z moldawskiego kiszyniowa
wcale tu po tych autkach biedy nie widac. ale za to wiochy przepiekne. pola kukurydzy i slonecznikow, w to wszystko mieszaja sie krowy, konie, kaczki. dzisiaj zwiedzilem totalne zadupie. wodke na wadze szalkowej waza na gramy i sprzedaja. kalosze i wiadra na wystawce. nocleg w namiocie nad pieknym jeziorem z milionami gwiazd. wedzony ser i piwo ‘kiszyniow". jakis monastyr wyrzebiony w skale. leniwie plynaca rzeka raut. o znowu krowa. i cala to moldawie daje autostopem. mili ludzie. pieknie. tylko kazdy sie pyta czemu sam jade.
a wczesniej zanoclegowalem w przemyslu. fajne kurde miasto – ja to polski nie znam. potem lwow. eh lwow to w ogole inna bajka. kafejek bez liku. soljanke strzelilem. znacie to cudo? przeciez to pyszny wynalazek. na drugie pielmieny. lwow pieknieje. lwow jest caly ukrainsko pieknie rozebrany! lwow paraduje z butelka piwa po glownych placach i parkach. lwow to hicior – jedzcie tam! kiedys jak bylismy pare lat temu to byl pozny pazdziernik i pizdzalo. a teraz tam jest pieknie!
czerniowce, bez historii, obudzilem sie po plackartnej podrozy. No I jeszcze chocim. Coz za polozenie! Ogniem I mieczem czuc. Roamntiko, skorupko.
Jutro spadam do naddniestrza, a potem babadag morze czarne, bulgarskie gory, macedonski ochryd, albanskie bunkry, nowy czarny kraj w europie,
Babadag
poniedziałek, 17 Lipiec 2006jade szukac wlasnego Babadag. zobaczymy gdzie mnie zawiezie. bez celu, bez wiekszych planow - kierunek wschod i poludnie. bo inaczej sie zasiedze. a wulkany musza przeciez byc aktywne
14.07.2006
piątek, 14 Lipiec 2006leniwie zycie plynie w polskiej krainie. a mody zupa oglada wybuchy w bejrucie. ciekawe czy odleci z syrii do domu, czy moze za assada sie izrael wezmie
(więcej…)
boczni obrońcy
wtorek, 4 Lipiec 2006to boczni obrońcy dzisiaj rządzili
pasjonujący mecz, w którym głowne role grali grosso, zambrotta czy lehm. jak patrze na tych bocznych to eh. szkoda ze nasi (podolski,klose) zawiedli – tak uslyszalem tu obok w sklepie
aha. i obiecuje ze nie bede korzystal z blue connect, polskiej wersji fifa playstation i nie bede sluchal rmf fm. zamiast pokazywac radosc to kolesie zaraz po gwizdku przez cale mistrzostwa lasuja nam mozgi. toz to nie po krasnoludzku!
moze se umbro cos kupie bo zarbista reklame maja
jutro 5 lipca. rok temu pojechalem w podroz! i co? jestem w punkcie wyjscia! kupa szczesliwosci i wielka chochla dziegciu!