Tak, nadszedl czas zeby troche popracowac w tej Australii. Trafilem do kafejki "Metrio". Sredniej wielkosci, kilkanascie stolikow na Potts Poincie w calkiem niezlej okolicy. Slonko swieci i wieje orzezwiajacy wiaterk od zatoki. Serwujemy calkiem niezle sniadania, makarony i inne takie lekkie rzeczy plus do tego kawy, swieze soki, shaki i inne rzeczy niealkoholowe. Atmosfera jest calkiem calkiem. Wlascicielem jest Grek, szefem kuchni Nowozelandczyk, ja z Chineczka na stolikach, a Bangladesz i Korea na zmywaku i jako kitchen-hand. Dzisiaj sie kucharz i dziewczyny w knajpcy szczegolnie gotowali bo do sasiadow przyszedkl Russel Crowe na kawe. No wiecie ten Gladiator. Ogolnie jestem zadowolony i jak sobie policzylem na godzine zarabiam wiecej niz jako prawnik z trzyletnim doswiadczeniem w renomowanej firmie konsultingowej. Nie uwzgledniajac tego ze tu mi placa za godzine, a tam nadgodziny byly w ramach doboroczynnosci. Oczywiscie jest druga strona medalu, czyli zycie jest tu zdecydowanie drozsze niz w Polsce. Tak wiec jeden dzien w tygodniu pracuje na mieszkanie, jeden na jedzenie i jeden na szkole. Reszte albo moge wydac na rozrywki i inne takie albo zaoszczedzic na dalsza droge.