Masala Sound System, gorace rytmy w zimnej Warszawie. Jeszcze rok temu bylo naprawde zimno. I ta pendzabska muzyka zmiksowana w taki sposob, ze nie pozostaje nic innego jak odleciec w nieznane i krzyczec, ze KOSMOS JEST W NAS!
I tak ja dotarlem do takiego kosmosu. W czwartkowa chlodna lahorska noc, wsrod setek sufitow dalem sie poniesc transowi. Mastkalandar Dulela! Brodaci faceci po prostu odlatywali prosto do Allaha. Niesamowite wibracje, magia. Po prostu KOSMOS!
Przypominalem sobie dotyczchasowe obrzedy, na które trafilem w czasie tej podrózy. Wszystkie z ciarkami na plecach. Od imprezowych sewillskich nocy w rytmie boteglione, Saint Louis w Senegalu z tancem bractwa muzulmanskiego, pogrzeb w odleglej wiosce Togo, beninskie obrzedy vooodoo, wystrojeni mlodziency z ludu Bororo przez cala noc kolyszacy sie w jednakowym rytmie ze spiewem, ktory niesie sie po pustynii, te magiczne noce na Saharze z moim przewodnikiem Sharifem, wczesnoporanne modlitwy w atosanskich klaszotrach i póznowieczorna gimnastyka ciala i duszy na zurkane w Iranie. No i wreszcie ta suficka noc w pendzabskim transie. Kazda z tych chwil z osobna i wszystkie razem utwierdzja mnie w przekonaniu, ze podrozowanie jest najbardziej KOSMICZNA rzecza jaka moze nas spotkac. Wszyscy, ktorzy marza, a nie maja odwagi – odplyncie od bezpiecznej przystani. Eksplorujcie. Marzcie. Odkrywajcie. BO KOSMOS JEST W NAS!