Turcja

Dzien 115 Turcja!

Wyszlo na to, ze granica grecko-turecka byla jedna z trudniejszych jakie mialem okazje przekroczac w czasie tej podrózy. Autobusy jezdza rzadko albo wcale – tego nie ustalilem. Pociag tylko z miejcówkami do lezenia, wiec drogi. Za drogi jak na mój budzet. Na szczescie spotkalem milych Greków, którzy jechali w sentymentalna podróz do miejsc urodzenia ich rodziców, no i sie zabralem z nimi.

Po kilometrze od granicy równiutka droga zamienila sie w dziurawe wertepy, po których hulaly furmanki. Przejechalismy brukowanymi mostami nad rzekami nad którymi unosila sie poranna mgla. Na horyzoncie pojawily sie smukle meczety adrianopolskich meczetów. Kilka kilometrów i jak dla mnie wszystko zmienilo sie calkowicie. Egzotycznie sie zrobilo.

Wskoczylem w expressowy autobus. Przypomnialy mi sie tutejsze standardy. Polewanie woda kolonska, snacki i herbatka na pokladzie.

No i w koncu Stambul albo jak Grecy dalej uparcie mówia – Konstantynopol. Wspaniale miasto powiedzialy mi oczy na pierwszy widok. No i nowoczesne az za bardzo. Ceny juz europejskie. Nie bedzie lekko na budzecie jechac. Kolejnym problemem jaki bede musial rozwiazac to kwestia wizy do Iranu. Niestety dzisiaj sie spóznilem, a jutro piatek i dopiero za trzy dni otworza mi drzwi ambasady. Z tego co gadalem z turystami, minimum 10 dni czekania. I wielu dostaje odmowe!

Dzien 116 Stambul

Siedze teraz w typowo tureckiej dzielnicy i trwaja przygotowania do Wielkiego Zarcia. Jak tylko zabrzmi "allahu akbar" z pobliskiego minaretu wszyscy rzuca sie na chleb i corbe. Ta zupe to juz zreszta mieszaja od dziesieciu minut. Przyprawiaja, dosalaja, przelewaja i czekaja az wreszcie zalyzkuja do pyska. Tutaj jeszcze przestrzegaja czasu rozpoczecia jedzenia, za to caly hipodrom juz wpiernicza. Stoiska dookola niby z okazji ramadanu otworzyki, a tak naprawde to okazja, zeby zwiekszyc obroty. Choc mozna sie i zalapac na darmowe zarcie serwowane przez wladze miasta.

Dzien 117 Swieto Republiki i Fenerbahce

Turcy maja fiola na punkcie pilki noznej. Chcialem dzielic tego fiola z nimi i poplynalem na azjatycki brzeg na stadion Fenerbahce. Grali z Gaziantepsorem. Nawet nie wiedzialem wczesniej, ze jest takie miasto w Turcji. Caly stadion falowal w zólto-niebieskich kolorach, oprawa, murawa, swiatelka, inne bajery, naprawde pierwsza klasa. Kasy wpompowane jest multum. Pilkarze tez o znanych nazwach typu Anelka, Luciano, Alex czy trener Daum. Doping przez 90 minut. Zwycieski dla "naszych" gol w doliczonym czasie gry. W sumie atrakcji mi nie brakowalo. I uwazam, ze przynajmniej porzadnie wydalem swoje pieniadze, a nie na jakies wstepy do muzeów, które w Istanbule sa oblednie drogie. To juz nie jest ta sama Turcja, która widzialem 5 lat temu. Konstantynopol jest dzis 18. najdrozszym miastem swiata. I moja kieszen to czuje. Ale za to obowiazkowa herbatka na promie Azja-Europa i widok na sztuczne ognie rozblyskujace ku czci Republiki na tle Topkapi, Blekitnego Meczetu i Agia Sophia sa warte troche grosza.

Jak na poczatku uslyszalem, ze Turcy chca do Europy o krzyknalem glosne NIE! Jednak to co zobaczylem w Stambule mówi mi: chca do Unii, bierzmy ich!

Dzien 118 Kryzys decyzyjny

Dzisiaj chodzilem, gadalem z ludzmi i sondowalem gdzie to najlepiej i najszybciej dostac wize do Iranu. Zadnej reguly, pogloski, plotki. Stambul, Ankara i Eruzrum do wyboru. I badz tu madry.

Dzien 119 Jednak w Stambule…

…zaaplikowalem o wize. I niestety bede czekal, choc godzine meczylem ich o wize tranzytowa i juz myslalem, ze prawie ja mam. Ale sorry, trza czekac.

17.11 – z telewizora zabrzmial allah i razem z wszystkim wreszcie moge pojesc. A za dwie godziny smigam do Konya nocnym pociagiem.

Dzien 120 Konya

Mialem pracowity dzien, bo updatowalem noclegi i wstepy w tym miescie dla jednego z polskich wydawcow przewodników i robota nawet mi sie podoba. Z tym, ze krecka mozna dostac w glowie po obejrzeniu kilkunastu hoteli. Chetnie sie podejme napisania przewodnika po jakims egzotycznym kraju. Ktos ma propozycje zapraszam. Jest kawal dalekiej Rosji do opisania, srodkowoazjatyckie "stany" czy Afryka "srodkiem". Takich krajów jak Czad, Republika Srodkowoafrykanska, Konga czy Angola nie ma nawet w swoim repertuarze Lonely Planet.

Sama Konya raczej rozczarowuje. Jedna zielona kopula wiosny nie czyni, tym bardziej jesli sie ja porówna np. do Buchary czy Samarkandy.

Dzien 121-122 Sanliurfa

Moze i Turcja kosztuje, ale za to standard hotelików wporzo. Przykladowo mam telewzior i sobie serfuje po kanalach. I co widze? Przemówienie tureckiego premiera Erdogana z okazji swieta Bayram <ironiczne, partia islamska prowadzi Turcje do Unii Europejskiej>, taniec brzucha <eh>, skróty ligi mistrzów <piekna bramka Eto’o>, stare migawki z meczów Fenerbahce <pamietacie kilera Schumachera? On tu kiedys bronil>, a teraz przenioslem sie do zielonej Afryki pelnej hipopotamów i gepardów. Juz mi teskno za Afryka. Zlewalem sie potem jeszcze miesiac temu, a dzis zakladam wszystkie ubrania z plecaka, zeby obronic sie przed temperaturami okolozerowymi i zimnym wiatrem. Tak juz bym chcial wrócic do Afryki, choc przed mna dluga droga do Australii, a czasu coraz mniej.

Urfa, od 1984 roku Chwalebna Urfa <Sanliurfa> zrobila na mnie mile wrazenie, bo nic wielkiego sie nie spodziewalem. A tu normalnie Middle East. Handel ostatniego dnia ramadanu na calego i ze wszystkich stron. Bazar tetni zyciem. Kebabiarnie, w którym podaja ci usmazone mieso, a reszte sobie sam przyrzadzasz. Cebula, zielone, cytrynka, cienki chleb. I do tego ajran, który dla mnie jest tym czyms. W zaulkach labiryntu trafilem na zadymiona spelunke, która okazala sie hitem. Sami faceci, tytoniowy dym wisi i kisi sie w powietrzu. Posrodku publiki niczym na rignu licytowane sa golebie. Smród potu, tytoniu, niepranego dekatyzowanego dzinsu i tureckich skór, mieszanka Turków, Arabów, Kurdów. Muzulmanskie czapki, chusty arafatki i jeden rafatki i jedna blondwlosa czupryna. Golebie generalnie chodzily po 5 milionów. Dwa-trzy kebaby. Kolesie zgrabnie lapali ptaki, porównywali szyje, pióra, kolor. Ci którzy nie byli zaintersowali aukcja rzneli w karty albo inne gierki, a z tylu zaplecza dochodzil smród golebników. Widzialem jak ci kolesie przesiaduja calymi dniami wsród swoich ptaków, oblesne!.

Uderzylem jeszcze do Ahmeda Usta <tak, tak sie ten koles nazywa> na miejscowy przysmak Kunefe i zapodalem sobie pierwsze piwko Efesowe. Nietanie, niestety. A dzis zwiedzalem zabytki i karmilem swiete karpie. Król asyryjski chcial spalic tu proroka Abrahama <naszego i muzulmanskiego>, ale Bóg zamienil zarzace sie wegle w ryby. I teraz tloczy sie ta ekipa w bajorze i wyglada to obrzydliwie jak otwieraja ryje po zarcie za 25 kurus spodeczek. Nie mozna takiego karpia zjesc, bo sie oslepnie wiec maja sie one znacznie lepiej niz u nas na Wigilie. No koncze, bo nad Serengeti juz lataja balony. Ide na nardzille z Francuzikiem.

Dzien 123 Kahta

Dzisiaj dzien przejazdowy. Nic ciekawego sie nie wydarzylo poza tym, ze stracilem troche czasu na slabe widoki tamy Ataturka i zupelnie nijakie przestankowe miasto na A. Takie nijakie, ze nawet nazwy zapomnialem.

Dzien 124 Jak NIE zdobylem Nemrut Daghi

Dzisiaj nie mialem najlepszego dnia. 5:20 pobudka z zamiarem zdobycia Nemrut Dagi, ale po pol godzinie zawrocilem, bo lalo jak cholera. A na gorze byl snieg. Nie dojechalem tez tam gdzie chcialem bo skuli Bayram cala Trucja odwiedza sie nawzajem i bilety wyprzedane. Poza tym popsul mi sie zamek w podrecznym plecaczku, karrimorowski szajs wyprodukowany w Chinach. Renomowane firmy zatracaja jakosc przenoszac cala produkcje na wschód. No i pekla podpórka w stacji dokujacej, ale to musialo sie wczesniej czy pózniej stac, bo duzy plecak kierowcy poniewieraja ostro. Jeszcze gardelko mnie boli na dodatek. Ale teraz mam pifko, pije sobie i spie w hotel Cicek <kwiat> wiec bedzie dobrze. Musi byc dobrze, bo przyszla zima. Nosze na sobie wszystko co mam w plecaku. Super widoczki na drodze Andiyaman-Sivas. Zielone pastwiska ustepuja w górnych partiach cienkiej warstewce sniegu. Przepieknie. Tyle ze dzien konczy sie o piatej. Czas mi plynie , ja dopiero w Turcji, a za 80 dni zaczynam szkole w Australii, wiec jakies przeloty mnie niechybnie czekaja. Kolejna sprawa, to czekaja mnie nastepne wizowe problemy <o ile wniosek iranski zostanie rozpatrzony pozytywnie>. Ambasada pakistanska w Teheranie odrzuca ponoc wszystkie wnioski wizowe. Cala nadzieja w konsulacie w Zahedanie, ale zeby tam dotrzec musze przejechac kawal swiata. Niestety w Polsce nie moglem tego zalatwic, bo wizy sa wazne tylko przez 3 miesiace.

Dzien 125 Sivas

Dzisiaj krecilem sie znów po malo ciekawym miescie Sivas. Hiciorem dnia byl przyjazd Fenerbahce do miasta. Ja ogladalem szpil z miejscowymi w jakies spelunce, gdzie kazdy mial swoje pól metra kwadratowego. Atmosfera pikna, jeno miejscowi dostali 3:2

Dzien 126 Caly dzien w pociagu

I co takiego dnia moze sie wydarzyc? Nic! 24 godziny w pociagu i przyjazd o jakiejs nierozsadnej porze. Walka z nocnymi autobusami, przejazd do Europy, gadki z gliniarzami, piechota przez zaklete rewiry, prawie za darmoche jazda taksówka. I jak juz to wszystko szczesliwie przezylem, drzwi do mojego pensjonatu zastalem zamkniete. Nieczynne przez najblizsze dni. I tak o drugiej w nocy zaczalem szukac noclegu.

Dzien 127-130 Fascynujacy Stambul

Wiza miala byc na wtorek, a jest czwartek i powiedzieli mi zebym przyszedl w sobote, moze wtedy bedzie. Trzeba duzo cierpliwosci, a trudno sie zloscic na miejscu, bo nie wiadomo co kolesie jeszcze wymysla. Zamiast odkrywac Orient ja sie kisze w Stambule. Choc on jest calkiem calkiem. Robie sobie piesze wycieczki wzdluz i wszerz, z górki i pod górke. Mam tu taka ulubiona dzielnice – Kumkapi. Mocno turecka, pozbawiona wplywu turystów i sprzedawców z nieodleglegu Sultanahmetu. Maly park wokól którego toczy sie towarzyskie zycie. Herbatki, gadki-szmatki. Mam tu swoja ulubiona restuaracyjke i tani supermarket. Zaraz na wschód rozciaga sie dystrykt restauracji rybnych i tam tez sie milo spaceruje.

Emigranckie rewiry sie pózniej zaczynaja, w którym najlepszy biznes mozna zrobic na chlebie i centrum telefonicznym. Mozna sie stad tanio dodzwonic do Rumunii, na Kaukaz, do Iranu, Iraku i jeszcze paru egzotycznych miejsc. Jeszcze dalej jest Nisanca i tlumy ruskich. Cyrylica wszedzie, handel fura, skóra i komóra. Obnazone manekiny, zaczarowane dziewczyny na bilbordach, skosne oczy, zlote zeby, futra, szaleni tragarze. Ruscy wykupuja wszystko na pniu, a potem pija wóde w knajpkach z melodiami typu "kalinka". Stad mozna wyjsc na przeuldnione Aksaray gdzie zycie toczy sie jeszcze szybciej, a ruch uliczny jak w mrowisku. I obok tego stoja piekne kilkusetletnie meczety. Idac dalej na pólnoc wchodzimy w niezwykly swiat ortodoskyjnego islamu. Dzielnica Fatih, a szczególnie jej czesc na wzgórzach opadajacyh ku zlotemu rogowi pelna jest dlugich siwych bród a’la ben Laden oraz czarnych wdzianek jeno z oczyma na wierzchu. I to to chodzi i sie nie przewraca. Bidnie widac jest, troche ruin, suszace sie pranie pomiedzy kamienicami i eksluzywne fury ledwo mieszczace sie w waskich uliczkach. Do turystycznego centrum mozna wrócic kolo uniwersytetu i meczetu Beyazit, który w czasie poludniowych modlów gromadzi w srodku wiernych a policje na zewnatrz. Potem mozemy wkroczyc w zakryty bazar. Lsniacy i pachnacy w niczym nie przypominajacy smierdzacych baranim miesem bazarów Wschodu. Ale bardzo milo sie chodzi wsród dywanów, tekstyliów, zlota, zegarków, szklanek, wodnych fajek i wszystkiego innego co sie swietnie na pamiatki nadaje.

Jak mykniemy z bazaru to wypadniemy pewnie na Eminonu – transportowym hubie pelnym rybaków, spiewaków i promów wielkich, na których trza lyknac obowiazkowej herbaty za zero pól. A na brzegu fiszburgery nie tak smaczne jak kiedys sa. Moze drozsze wiec juz tak nie smakuja. Przez Halicz moscikiem pyk na drugi brzeg i juz jestesmy na Karakoy pelnym restuaracji i widoku na iglice Sultanahmetu. Teraz pod górke do wiezy Galata, pod która psy sie grzeja w sloncu sforami. I dalej w góre po torach tramwajowych glówna handlowa ulica przez Galatasaray do Taksimu. Tu na pewno spostrzezemy, ze prawdziwe Turczynki tak naprawde sa blondynkami i uwielbiaja wieprzowine z maka donaldsa. Niajki jest ten Taksim i Istiklal Cadessi. Taki sklepowy, zakupowy, ale brak mu blasku jaki ma chocby strasburska rue Grande czy impetu warszawskiej Arkadii. He, he czemu u nas w Polce tak bardzo lubia te malle?

Konstantynopol ma wiele twarzy i zawsze mozna postrzelac nad morzem do balonów. Albo kupic ordzinalne pachnidla od murzynów. Albo posluchac jak glos muezinów niesie sie z Nowego Neczetu przez Zloty Róg i odbija echem z powrotem. Nowy Meczet ma tu piecset lat. Niezle, co? Ja mam tez swój ulubiony meczet – nazywa sie Sehzade i znalazlem go przez przypadek dlatego mi sie spodobal. Mieciutki czerwony dywan, który w przeciwienstwie do wiekszosci innych nie capi zdechlymi skarpetkami. Dobra koncze na dzis i wyprawie sie gdzies dzisiaj promem. Albo wcisne sie gdzies w Halicz albo moze poplyne do Uskudaru.

Dzien 131-132 Wreszcie wiza!

No i sie doczekalem. Prawie trzy tygodnie zimowania w Turcji i jest wiza do Islamskiej Republiki Iranu. Z ambasady pedem do hoteliku, z hoteliku pedem do Lalila i udalo sie, zdazylem na autobus, który w 40 godzin zawiezie mnie do Teheranu. Nawet znizke studencka wytargowalem. Targowac trzeba sie zawsze i wszedzie. Trzy dni targowania i masz jeden dzien gratis.

Dodaj odpowiedź