Wizy fajnie się prezentują w paszporcie. Niektóre mają fajne hologramy, inne zajebiste kolory, jeszcze inne to zwykłe pieczątki w stylu schronisk PTTK lub po prostu znaczki skarbowe. I uwaga, uwaga, ostatnio trendy są wizy elektroniczne, np. do Australii. Twój paszport się nie brudzi i wreszcie ma szanse przetrwać całe dziesięć lat.
W zależności od stopnia trudności wizy, pokusiłbym się o taką klasyfikację wiz:
-
Nie-do-otrzymania : np. do Arabii Saudyjskiej. Nie otrzymasz tam wizy o ile nie jesteś dyplomatą, muzułmaninem pielgrzymującym do Mekki bądź nie masz siostry syjamskiej, z którą mógłbyś jechać za pieniądze księcia na operację rozdzielenia.
-
Nie-dla-indywidualistów : np. do Korei Północnej lub Libii. Ci kolesie z kolei chronią swój know-how na szczęśliwy system. Generalnie można do nich wstąpić, ale tylko ze zorganizowaną wycieczką, która pokaże Ci jedynie słuszne miejsca za naprawdę słuszne pieniądze.
-
Nie-dla-gastarbeiterów : np. do USA, Kanady, Australii, Nowej Zelandii. Do takich placówek zawsze dymamy z trzęsawicą czy aby łaskawy konsul czy polski pracownik techniczny okaże się na tyle łaskawy by dopuścić nas do królestwa dobrobytu
-
Na podreperowanie budżetu : np. do Tajlandii. I tak nas wpuszczą. I to z pocałowaniem w tyłeczek, ale skoro chcemy do nich przyjechać to czemu nie mają nas skubnąć na parę dodatkowych dolarów.
-
Na granicy : np. do Turcji, Zambii, Kenii czy Tanzanii. Moje ulubione, bo tylko za nie płacisz, a nie musisz się ubiegać poprzez przestarzałe fotki na pożółkłych formularzach. Od wiz „na podreperowanie budżetu” różnią się tym, że można je dostać na każdej granicy nawet lądowej, a nie tylko na lotnisku.
-
Na Unię Europejską : np. do Gwatemali. To nowość. Wizy na podpuchę, żeby ściągnąć jak najwięcej dularów. Nagle Polak stał się bloody rich man!
-
Tranzytowe : wybawienie dla trampów. Jeśli Ci się nie powiedzie z normalną wizą zawsze możesz liczyć na tranzyt. Wtedy albo załatwiasz pobyt w stołecznym biurze albo pełnowartościową wizę w ościennym kraju.
Gdzie bez wiz?
Na szczęście lista krajów, do których Polacy wjeżdżają bez wiz raczej się wydłuża niż skraca (choć kurde szkoda WNP na pieczątkach AB). Stajemy się bogatsi, więc jesteśmy mile widziani w coraz większej liczbie krajów. Ponoć najlepiej być Kiwim, czyli obywatelem Nowej Zelandii, oni mogą wjeżdżać do największej liczby krajów bez wiz.
My Polacy jesteśmy na bieżąco informowani przez nasz MSZ o miejscach gdzie jedziemy bez załatwiania formalności
http://www.msz.gov.pl/start.php?page=1110800000
Jeśli jednak potrzebujemy wizy, informację o najbliższej placówce dyplomatycznej najlepiej znaleźć na http://www.embassyworld.com/ gdzie znajdziemy adresy większości ambasad i konsulatów na świecie.