Alfabetyczne wrażenia z Białorusi
Braslav
największa wiocha z wielkiej płyty w okolicy ponad setki jezior. jest tam pięknie, bez infrastruktury turystycznej; czysta żywa przyroda.
dresiarze
są ale wyglądają niegroźnie. za to mafiosi wchodzą w skórach i wyglądają jak Iwan Dragon. tak się ten gości nazywał co od Rocky’ego po ryju dostał? najfajniejsze dresy są takie ohydno-zielone z napisem BELARUS na plecach.
Grodno
Jak niektórzy mawiają jedno z trzech największych polskich miast na wschodzie (obok Wilna i Lwowa). W mieście ładne kościoły z nabożeństwami po polsku. spory bazar i brak możliwości zjedzenia czegoś na ciepło w niedzielny poranek.
innostraniec
zawsze czardżują ich więcej w hotelach. niefajnie.
Kino Byliśmy. dubbingują filmy. na szczęście przy oglądaniu X-ludzi serii dwa, język nie jest tak istotny. wjazd w godzinach szczytu za niecałe sześć złotych. Kuźnica Trzymajcie się od tego przejścia samochodowego z daleka. szczyt olewactwa i wyższości polskich służb celnych nad Białorusinami w dwudziestoletnich niemieckich maszynach. jedyny plus dla zainteresowanych – litr wódki za półtora Euro.
Lenin
Znakomity punkt orientacyjny. Zawsze w samym centrum czegoś. Pomniki w każdym mieście i wsi.
Małysz
takiego chopa jak nasz Adaś to nie mają. ale na 5.000 rublach namalowany jest kompleks skoczni narciarskich.
Mińsk zabija na początek czystością dworca. jak byłem tu dwa lata temu w przerwie na napełnienie plastiku piwem, to przed dworcem był jeden wielki bazar. teraz czyściutko i kupa mundurowych. idąc na wprost z parku dociera się do uroczego skweru z ławkami, gdzie kulturalnie można spożyć alkohol. wieczorkami jest tam wielkie karaoksaje wycie. potem jest plac niezależności z radą miejską, uniwersytetem, czymś jeszcze z pomnikiem Lenina przed tym czymś i oczojebnym czerwonym polskim kościołem. a na farze mają zamontowany kosz do „kosza”. dalej jest prospekt Skaryny, ciągnący się daleko aż po maskiewskij awtabasnyj wakzał. centrum miasta to chyba mak na rogu skaryny i lenina. występują też a jakże by inaczej – ulice marksa i engelsa. po lewej mija się pałac republiki, potem syfiatą rzekę Swisłocz i dociera się do pomnika Tołstoja itd.
pani Lena
pracuje na recepcji w jedynym hotelu w Braslaviu. chciała nas skasować jak za zboże a tyle nie chcieliśmy dać. zapytaliśmy o prywatną kwaterę, więc zaprowadziła nas do siebie do bloku z wielkiej płyty. klasyczne jednopokojowe mieszkanko z zabudowanym balkonem, kotem, lodówką Mińsk, kryształami i baterią kieliszków za szybą, telewizorem z jednym kanałem, z rzeżuchą w słoikach, syfiatą łazienką, tłustymi garnkami, świętymi obrazkami i widokiem na blokhaus z hasłem „miru-mir”. wynajęliśmy to mieszkanko na jedną noc za 15.000 rubli. za tą kasę nawet jedna sztuka u niej w gastinicy nie wyspała. zostawiła nam klucze i całe mieszkanie. gościnność czy chęć zarobku 7 baksów nią kierowała? może jedno z drugim. a w ogóle to nawet nie wiemy jak się pani Lena naprawdę nazywała.
piętnastokopiejki
tak. w CCCP mieli system liczenia kasy na trojki, piętnastki. ktoś wie jak się tak system nazywa? teraz za 15 kopiejek można zostawić bagaż w przechowalni. kupuje się je u kierowniczki sali a następnie wykręca się kod cyryliczny.
piwo
Pite i noszone na ulicach bez żadnych oporów. Na dworcach, w maku, gdziekolwiek – pije się piwo. Ja z chęci wczucia się w klimat zawsze starałem się wybierać najtańsze. Pominąłem jednak tak uznany trademark jakim jest Żigulawskoje. Już kiedyś próbowałem więc teraz piłem dniskoje, altair, husarskoje, kłiskoje, czy ciemne otello, jakby na przekór modzie na importowaną wasmiorkę z Federacji Rosyjskiej.
pociągi
zaskakująco czyste i punktualne. międzynarodowe to full wypas. jeździliśmy kupiejnymi nocnymi zaoszczędzając przy okazji na noclegu.
Połock
nie przypuszczałem, że jeszcze tu się kiedyś znajdę. kiedyś kupowaliśmy tu zapasy przed czekającą nas nocą w drodze do sankt petersburga. beczkowozy z kwasem i piwem pozostały wciąż na swoich miejscach, ale tym razem zagłębiliśmy się w betonowe ulice i przespacerowaliśmy się nadrzeczną promenadą do muzeum w murach kościoła św. Zofii. to najstarsza budowla na całej Białorusi.
Przerwy
Są zawsze i wszędzie. Z ich powodu nie mogliśmy skorzystać z kibelka między siódmą a ósmą rano na dworcu w Witebsku, zjeść obiadu o piętnastej w barze Express w Połocku albo musieliśmy szybciej odbierać bagaże z przechowalni w Grodnie. Są przerwy techniczne, obiadowe i przerwy sensu-stricto. Najczęściej występują w najbardziej pożądanych godzinach. Na szczęście kioski z piwem przerw nie mają.
Rubel białoruski jeszcze niedawno były w obiegu jednorublowe banknoty. ktoś policzył, że papier toaletowy dzieli się na 150 kawałków. jedna rolka kosztowała jakieś 180 rubli, więc bardziej się opłacało podcierać szmalem.
Saszetki męskie
są popularne. można je określić jako coś pomiędzy taką saszetka pod pachę jaką nosił Józek Domżał, a damską torebką. Wychodzi z takiej mieszanki taki mały pedalski neseserek. do nabycia za 27.000 rubli, np. na bazarze w Grodnie.
satelitarni
zawsze w zasięgu wzroku. wszelkiej maści mundurowi w pierdolnych czapkach na głowie przypominających antenę satelitarną.
tyłeczki
eh. wdzięczny temat. otoczone zazwyczaj maks obcisłymi spodniami. laseczki na Białorusi generalnie są bardzo seksowne a większość z nich tyłeczki eksponuje. miłe dla oka.
Zbynek
Zbynek pracuje w kantorze na granicy polsko-białoruskiej i serdeczne mu dzięki za podwóz z Kuźnicy do Łajtstoku.